Link :: 09.01.2005 :: 21:33
[1]
Kolejna przeprowadzka. Która to już? Trzecia, plus 3 przeprowadzki na F. Więc sporo już tego było. I każda spowodowana była jednym i tym samym. Bo nieodpowiednie osoby dowiedziały się o istnieniu bloga. W tym wypadku jest inaczej. Nie mogę powiedzieć, że Paweł jest nie odpowiednią osobą. Nie zmienia to jednak faktu, iż NIE CHCĘ, by czytał.. Bo.. Bo sielanka już się skonczyła. Wraz z tamtym jego zagraniem, gdy zranił mnie. Nie chodzi o to, że ja rozpamiętuję, że nie wybaczyłam. Nie. Po prostu był to przełom. Skończyła się bajka, zaczęło się życie.
Etap poznawania wad? Owszem. I coś więcej.. Etap zwątpienia. Zwątpienia w Nas. Coraz częściej dopadają mnie myśli, iż On nie jest odpowiednim facetem dla mnie. Nie widzę naszej wspólnej przyszłości. Wątpię w nią. I czuję, że to zmierza ku jednemu. Ku końcowi.
Bo nie pasujemy chyba do siebie. Chyba za bardzo się różnimy. On jest spokojny. Lubi siedzieć w domu, ewentualnie w gronie kilku osób, a to też rzadko. Dom i ja to szczyt Jego potrzeb. A ja? Same wiecie. Wulkan energii, jak mówią. Ja muszę widywać się z ludźmi. Różnymi. Muszę wychodzić z domu. Mało tego, lubię w nim przebywać WYŁĄCZNIE, gdy jestem zmęczona lub gdy chcę się wyciszyć. W każdej innej sytuacji nienawidzę tego! Ja muszę chodzić na imprezy, na piwo, do pubów, do kumpel obgadywać innych. Po prostu MUSZĘ. Inaczej jestem taka.. Przygaszona? Chyba tak. Męczę się bardzo. I mój wybuch jest kwestią czasu. A wtedy nie liczy się nic, niszczę wszystko. Jak wulkan, heh.
Rozmawiałam z Nim o tym. To znaczy nie powiedziałam, że wątpię w nas, tylko, że potrzebuję czasu dla siebie. Zrozumiał, jak zawsze. Dał mi luz. Zresztą nigdy mnie nie ograniczał.. Mogę chodzić na imprezy sama, mogę spędzać sama [bez Niego] czas. Nie widujemy się już codziennie. Ja zasłaniam się nauką, bo nie potrafię Mu powiedzieć: Kochanie, nie spotkamy się, bo mam Cię dosyć.
Ale ja mam wyrzuty sumienia. Zżerają mnie one. Bo coraz więcej facetów w mojej głowie. Bo coraz bardziej czekam na wyjazd stąd, na facetów na studiach. Coraz bardziej jestem pewna, że koniec jest tylko kwestią czasu. I czuję się bardzo nie fair w stosunku do Niego. :( Bo wiem, jak On mnie kocha. Jaka ważna jestem dla Niego. Najważniejsza.. On zrobi dla mnie wszystko. Wszystko rozumie. Zawsze. Akceptuje mnie taką, jaką jestem. I taką kocha.
A mi jest z Nim dobrze. Ale jeszcze lepiej mi bez Niego. Najchętniej widywałabym się z Nim rzadko, tylko wtedy, gdy mam na to ochotę. Heh.. Narazie jej nie mam. Ale.. Może to jest wyjście? Może właśnie powinniśmy zrobić sobie przerwę? Bym mogła zatęsknić za Nim? Może wtedy w końcu pojawiłyby się tematy do rozmów? Bo teraz ich nie ma. :( Widując się codziennie, wszystko obgadaliśmy, znamy się dobrze. O czym tu opowiadać? Co w szkole, co w domu i koniec. I to też mnie bardzo męczy.. Bo co to za związek, w którym nie ma wspólnych tematów? Żaden, jak dla mnie.
Więc przerwa jest rozwiązaniem. Tylko jak Mu o tym powiedzieć? Nie wiem. Nie wyobrażam sobie tego.. Widzę też, co muszę zrobić, by to się skończyło. Muszę pogodzić się, że szaleństwo jest dla mnie samej, a spokój z Nim. Bo może tak właśnie ma być? Może tak naprawdę nie ma zanego problemu, a wszystko zależy od mojego zrozumienia pewnych kwestii? Bo przecież On mnie rozumie. Więc to takie proste? Przetłumaczyć sobie, że wcale nie musimy robić wszystkiego razem, a rozgraniczyć to. Szaleństwo od spokoju. Tylko.. Czy takie coś ma sens? Czy ma sens zwiazek, w którym nie mogę iść z moim facetem na imprezę [bo on źle się tam czuje]? Jeśli nie, to jakie jest rozwiązanie?
Komentuj (14)
Link :: 11.01.2005 :: 20:22
[2]
Rozmawialiśmy. Powiedziałam Mu, ze mam wątpliwości, czy do siebie pasujemy. Ze względu na charaktery. Że przeszkadza mi to, że nie rozmawiamy, że muszę wszystko z Niego wyciągać. Przyznał rację. Ale tylko w drugiej kwestii. Powiedział, że to zmnieni. Zobaczymy. I przekonał mnie, że przeciwieństwo nasze wcale nie musi oznaczać naszego końca. A wręcz przeciwnie. Pogodzimy to wszystko.
Jak ja mogłam w ogóle wątpić? Jak mogłam myśleć, że on nic nie zrozumie? Jak mogłam tyle to dusić w sobie, zamiast porozmawiac i wyjaśnić. Wątpliwości zniknęły. Mam nadzieję, że na zawsze..
Komentuj (16)
Link :: 16.01.2005 :: 12:45
[3]
Straciłam serce do nygassa. Nie chcę już tam być. Nie chcę już tam pisać. Myślałam, że zostanę tam, a ten blog będzie taki awaryjny. Na załamania i zwątpienia. Ale przecież swojego życia nie da się tak podzielić. Na dwie części. Przynajmniej ja nie potrafię.. Nie potrafię napisać tam notki, jakby nic się nie stało. Jakby nie było tamtego załamania i zwątpienia. Nie potrafię pisać i nawet słowem nie wspomnieć o tym, co opisałam tutaj. Po prostu.
Dlatego zdecydowałam na stałe przenieść się tutaj. Zobaczymy, czy będzie to dobry wybór. Mam taką nadzieję. Najważniejsze, że Wy ze mną będziecie. Bo z Wami wszędzie jest, jak w domu. ;]
No i kontynuując wątek zmian, wypadałoby wspomnieć, że zmieniła się druga cyfra, jaką mogę wpisywać we wszelakich ankietach, w rubryce: wiek. Taaak. Zaczął się mój ostatni nasty rok życia. Stara jestem. I staro się czuję, hehe. ;)
A urodziny? Były genialne. :) Tyle osób sprawiło mi miłą niespodziankę. :)) Dziewczyny z klasy [kosmetyki studniówkowe], Lenka [Martini, mniam, rozpite przed imprezą], Sister i Pszczoła [genialny klimat z mnóstwem świeczek, wódką i babskimi rozmowami]. Paweł też pamiętał, oczywiście. ;] Skarpetki pięciopalczaste dostałam, hehe. Uwielbiam śmieszne i kolorowe skarpetki! :D
I jak już wspominałam, poszłam z Sister i Pszczołą na imprezę. :) Do nowego klubu "Euforia" dla osób od 21 lat. Ale cóż.. Ma się ten urok osobisty i umiejętnośc trzepotania rzęsami. :D Także bez problemu weszłyśmy. Niestety, jak zaobserwowałam, inni nie mieli takiego szczęścia. [pech] Nie muszę chyba wspominać, że było genialnie? :) Ciasno, duszno i gorąco, ale naprawdę fajnie. Z Dziewczynami zawsze jest super.
A dzisiaj? Leczę kaca i odciski na stopach. :P Ale warto było, bez 2 zdań. No.
A mały pajączek, w prezencie, przeszedł wylinkę. ;]]]
Komentuj (12)
Link :: 20.01.2005 :: 10:24
[4]
A dzisiaj stuprocentowy narcyzm. Bo tak. Bo czuję się piękna. I kropka. Foty w ogóle nieprofesjonalne, żeby nie było. Foty dla mnie. O.

And
moreKomentuj (9)
Link :: 21.01.2005 :: 23:26
[5]
Tak narcystycznie się zrobiło. No i no? Tak ma być! Czuję się piękna, więc to okazuję. I kropka. A oprócz tego, to jakiś _bunt_ się we mnie rodzi. No bo czasem trzeba pokazać pazurki. Mnie samej znudziła się już ta grzeczna i wyciszona Daria. Narazie nie ma jej. Bo tak. I to pewnie [między innymi] zasługa frzyjera. Dlatego muszę częściej tam chodzić i pozwalać sobie na [odrobinę] szaleństwa. I nie ma co oszczędzać. A w myśl tych słow, kupiłam sobie [od dawna] wymarzone buty - PUMA SPEED CAT, i prostownicę do włosów. By opcja _piękna_ szybko się nie skończyła.
A w poniedziałek byłam na imprezie. Ostroo było. Lubię kusić, wiecie? A jakoś dawno nie było ku temu okazji. To nic. Odbiłam to sobie. W odpowiedzi słyszałam tylko: Dariaa, ja nie wiedziałem, że Ty się tak świetnie ruszasz.. Nie kuś, nie kuśśśś, proooszę! Ejj, ale weź te ręce niżej.. [i wędrowały one na tyłeczek. słodki.] I było miło. Chwilami ostro i na krawędzi. Ale nie doszło do niczego _więcej_ Tylko moja samoocena drastycznie poszła w górę. I samopoczucie się poprawiło. Tęsknię do tego? Chyba z jednej strony tak. I to bardzo. A z drugiej nie wyobrażam sobie życia bez P. I tak się to toczy dalej..
Nie rozmyślam, nie analizuję, nie przejmuję się. Co ma być, to będzie. Narazie jest dobrze. Z Nim. Spędzamy razem czas, chociaż mniej, niż kiedyś. Ja ciągle uwielbiam, jak mnie dotyka, całuje, przytula. Czuję się cudownie bezpiecznie i pewnie. Mogę na Niego zawsze liczyć. Mogę przy Nim swobodnie śmiać się i płakać. A On wszystko rozumie. Zawsze. A gdy Go nie ma przy mnie, to tęsknię i już chcę Go zobaczyć. Uwielbiam poczucie tej pewności. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógłby mi zapewnić coś takiego. Owszem. Ma wady, wiele rzeczy mi przeszkadza, bardzo się różnimy od siebie. Ale jesteśmy ze sobą 7 miesięcy. I jest dobrze. Tak zwyczajnie _dobrze_
Chociaż może trochę czuję się nie fair w stosunku do Niego. Bo On się tak angażuje i w ogóle, a ja przestałam. Ale nic nie poradzę. Może tak ma być. Może nasz związek nie wymaga więcej mojego zaangażowania, bo wtedy byłyby nerwy i szukanie problemów. Może taka jest właśnie rezepta na nasze szczęście? Żebym przyjmowała wszystko na luzaku i bez nerwów? _dystans_ Nie wiem. Zobaczymy.
Komentuj (15)
Link :: 25.01.2005 :: 21:14
[6]
7 miesięcy razem. Raz lepiej, raz gorzej. 5 miesięcy ciągłej euforii i 2 miesiące życia. Takiego najzwyklejszego. Ze wzlotami i upadkami. Ale ciągle razem. I jest dobrze. Mimo wszystko. Bez planowania przyszłości, bez zastanawiania się. Zycie chwilą. Na luzaku i z dystansem. Pojawiaja się wątpliwości, ale raczej bardzo szybko pozbywam się ich. Bez analizowania. Bo moją wadą zawsze było zbyt wielkie przejmowanie się i myślenie. Narazie ta opcja została wyłączona. I dobrze mi z tym. ;)
Jak uczciliśmy naszą małą "rocznicę"? Romantyczną kolacją i kwiatami. Było bardzo miło. :)
A przygotowania do studniówki w toku. Włosy pofarbowane, w piątek tylko układanie. Paznokcie zrobione [akryle, wyglądają BARDZO naturalnie, nikt nie wierzy, że sztuczne!], w czwartek tylko wzorki. W kolorze czarno-fioletowym ze srebrnym wykończeniem. Bo mam nowy gorset. Fioletowy. ;] Dlatego wszystkie dodatki, oprócz [czarnego] szala, będą w tym kolorze. Ładnie, nie będąc skromną! ;) I już nie mogę się doczekaaaać!!
Komentuj (19)
Link :: 29.01.2005 :: 14:23
[7]
Było bosko. Przewspaniale, przefantastycznie, przecudownie! :d Nie da się opisać, bo może nawet nie działo się nic nadzwyczajnego, ale.. To była MOJA studniówka, a ona z założenia musi być super. Pięknie wygląłam, [_skromność_] zresztą nie tylko ja. :> Z każdej strony słyszałam komplementy, a wiadomo, jak to działa na kobietę. ;) Na dodatek miałam z kim się bawić. Z moją klasą każda impreza jest prze. I tym razem nie było inaczej. :d Było może trochę problemów z alkoholem, ale my sobie załatwiłyśmy wniesienie przez nauczycielkę litra wódki. Inni mieli z tym problemy, ale preciez alkohol nie jest najważniejszy. Nawet przez chwilę nie byłam pijana, nawet nie miałam fazy. Tak sobie, lajtowo drinkowałyśmy. :) Bez alkoholu [bez pycia pijanym] można się przecież genialnie bawić. I tak właśnie było. ;d Cała noc na parkiecie z moimi dziewczynami. Z chłopakami też. No i Paweł nawet potańczył. :d Nogi bolały bardzo, ledwo chodziłam. Każdy mięsień odmawiał posłuszeństwa, ale dałam radę! Zostałam na parkiecie do ostatniej piosenki. :)) I tylko bardzo żałuję, że tak wcześnie się skończyło. 3.3o to stanowczo za szybko! Smutno tak się zrobiło na koniec, bo nam przerwali świetną zabawę. Mam nadzieję, że uda nam się to chociaż w małym stopniu odbić, za tydzień, na imprezie. :)
A
tutaj są fotki z przygotowania, przed wyjściem na imprezę i kilka ze studniówki [te z tytułami]. Reszta będzie z czasem. :) Pozdrawiam. ;d
ZAKOCHAŁAM SIĘ. W filmie. "Joe Black". Film genialny. Klimatyczny. Pełen ciepła. Hipnotyzujący. I wcale nie chodzi o ślicznego Brada czy fakt, że był to film o miłości. Nie. Ale Brad stworzył świetną rolę. To dzięki niemu i Anthonemu Hopkinsowi film zyskał ten niewiarygodny klimat. Nie mogłam nawet na sekundę oderwać wzroku. Chłonęłam każdy dźwięk, obraz. Każde słowo i gest. Po prostu. ZAKOCHAŁAM SIĘ.
Komentuj (23)