w krzywym zwierciadle.
księga. || design by bezczelna;* and me.

2oo5 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2006 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2oo7 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11

!Olcia ;* !bezczelna ;* joe-black ;* Jadzix ;* milos ;* talla kochanica ostro-porypana nikea Efcia angie85 loui Natalia fenixx girl-in-blue Cryska nieufna dis turquoise || thx.
Link :: 05.01.2006 :: 21:14
[77]

Kilka ostatnich dni oraz mega-męczący pms skłoniły mnie do refleksji nad minionym rokiem.


Nie był to zdecydowanie rok pełen miłości, namiętności, szybszego bicia serca, motyli w brzuchu ani romantycznych spacerów w świetle księżyca. Zaczął się rezygnacją i decyzją o rozstaniu, którą na początku marca wprowadziłam w życie. Potem, na krótko pojawił się P. W głębi duszy miałam nadzieję, że tym razem się uda. Bardzo tego chciałam, jednak rozsądek doskonale wiedział, że to nie ma prawa się stać. I tak też było. P. zniknął równie szybko, jak się pojawił. A ja po raz kolejny zostałam z przekonaniem, że znowu straciłam Meżczyznę Mojego Życia.
Potem pojawił się W., jednak nie był on szansą na związek, a jedynie na przygodę. I nią właśnie był. Zresztą kolejne miesiące upłynęły właśnie pod hasłem przygody, zabawy, niemoralnych propozycji [z których nawet raz skorzystałam..]. Wszystko 'bez zobowiązań'.
Wraz z końcem wakacji, słońca i wolności, zapadłam w uczuciowy stan odrętwienia. Nie pojawił się nikt, na kim by mi zależało, z kim chciałabym cokolwiek. Nie wiem, czy fajni faceci się przede mną chowają, czy to ja stałam się ślepa i nieczuła. Nie wiem i nie chcę tego wiedzieć. Chociaż, tak między nami mówiąc, tęsknię bardzo za Kimś, kto by był. Tylko mój i tylko dla mnie. Kto by kochał i kogo ja mogłabym wreszcie pokochać. Jednak ta pustka wydaje mi się być tak samo trudną do wypełnienia, jak wygranie 6 w totolotka. Przyzwyczaiłam się już do samotności. Męczy mnie, boli, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, pogodzić się. Tak przecież jest łatwiej..


Jeśli chodzi o sprawy naukowo-zawodowe, ten rok zdecydowanie był bardzo udany. Osiągnęłam każdy postawiony sobie cel. Skończyłam liceum z dobrą średnią, świetnie zdałam maturę, dostałam się na 2 kierunki, między którymi trudno było mi wybrać, ale wiem, że dokonałam słusznej decyzji. Jestem zadowolona. Nie mogę zapominać też o tym, że dostałam pierwszą pracę. Okazała się ona porażką, ale na szczęście mam to już za sobą i mam co wpisać sobie do cv w rubryce: 'doświadczenie zawodowe'.

Rok 2oo5 przyniósł mi też 2 próby odbudowania przyjaźni. Niestety, czasami dzieje się zbyt wiele, by mogło być tak, jak 'wcześniej'. Zabrakło tutaj chyba też chęci, dobrej woli i zapału. Ale nie żałuję. Spróbowałam, a że się nie udało.. Cóż. Tak po prostu miało być.
Ale w tej kwestii było też kilka pozytywów. Skumplowałam się bardzo z brzydalami z klasy, spędziłam z nimi wiele świetnych chwil [np. wczoraj, gdy przyszli do mnie z bombonierką 'w przeprosiny', którą sami zjedli]. No i nie mogę zapomnieć o M. Czuję się, jakbym znała ją bardzo długo, a to przecież dopiero kilka miesięcy. Nareszcie mam kogoś na miejscu. Spędzamy ze sobą wiele czasu, robimy wszystkie typowo babskie rzeczy i jest dobrze. Prawdę mówiąc, gdyby nie ona, to chyba byłoby ze mną o wiele gorzej. A tak, to trzymam się jakoś..



W Nowy Rok wkraczam z nowym kolorem włosów, karneten na siłownię, w nowych ciuchach, trochę innych, niż kiedyś i przede wszystkim ze śmiałymi marzeniami. Wiem, że mogę wszystko. I wiem też, że dam sobie radę. Nawet sama.
Komentuj (16)


Link :: 20.01.2006 :: 21:14
[78]

Źle mi. Samej ze sobą. Siedzę w ciemnym pokoju, słucham Grammatika i czytam bajkę. Swoją własną bajkę, jaką stworzyłam w wakacje 2oo3. Uświadamia mi to tylko jedno. Najpiękniejsze chwile w moim życiu są już za mną. Było wspaniale, zapomniałam już nawet, jak bardzo. Teraz sobie wszystko przypomniałam. Odkurzyłam stare fotografie w mojej głowie i widzę wszystko wyraźnie. Ja, On. My. Razem.. I ta wszechobecna magia, gdy byliśmy blisko siebie. Takie coś zdarza się tylko raz w życiu. Mnie to już spotkało. Więcej się nie powtórzy..

Ciągle Go kocham. Nie potrafię przestać, choćbym nawet bardzo chciała. Dawno się już z tym wszystkim pogodziłam. Potrafię żyć normalnie. Czasami nawet wydaje mi się, że już może zaczynam wychodzić na prostą? Ale to tylko złudzenia. Takie wieczory, jak ten dzisiejszy sprowadzają mnie na ziemię.
Brutalnie.



DOPISANO 22.o1.2oo6 o 11.31


Źle mi, tak bardzo mi źle. Nie potrafię wziąć się w garść, skupić na tym, co jest ważne. We wtorek czeka mnie poprawka koła z psychologii [moja pierwsza porażka na studiach] i zerówka z pedagogiki. Miałam się uczyć cały weekend. Nie potrafię się skupić. Odkładam to 'na później'. Jakie później do chuja?? Nie ma czasu.. Odkładam też pracę, którą miałam zrobić. Odkładam wizytę u babci i dziadka. Bo nie chcę nikogo widzieć. Nie potrafię się zmobilizować, by ubrać się z piżamy, umyć włosy, umalować, przyczepić uśmiech do twarzy i zrobić to, co na mnie czeka. Nie mam na to siły. Siedzę i ryczę. A w przerwach wyżywam się na rodzicach i robię dzikie awantury..


Od bardzo dawna nie byłam w takim stanie.


I co z tego, że Szymon od kilku dni chce się spotkać, skoro go zbywam? Nie mam ochoty, by 'miło spędzać czas'. Co z tego, że M. chce mnie zabrać dzisiaj na piwo/wodę mineralną, by mnie wyciągnąć z doła, skoro ja nie potrafię wyjść do ludzi? Nauczyłam się żyć w samotności. Zwłaszcza w takich chwilach. A wiesz, co jest najgorsze? Że to właśnie samotność doprowadza mnie do takiego stanu..
Komentuj (11)


Link :: 24.01.2006 :: 20:31
[79]

Zawsze myślałam, że jestem osobą, która nie potrafi ukrywać emocji. Że każde moje uczucie można wyczytać z mojej twarzy, zachowania, jak z otwartej książki. Przed chwilą uświadomiłam sobie, że to nie do końca jest już prawdą. Chyba zmieniłam się z wiekiem. A może raczej jest to kwestia przyzwyczajenia?

Do perfekcji opanowałam przyklejanie uśmiechu do swojej twarzy w czasie, gdy moje serce krwawi. Do perfekcji potrafię udawać, że wszystko jest okej, podczas, gdy stan rzeczywisty znacznie od tego odbiega. Nikt nie zauważa, że jestem inna, że coś może być u mnie nie tak. A ja wcale nie mam do nikogo o to pretensji. Mało tego, jest mi z tym bardzo dobrze. Widocznie jestem doskonałą aktorką, a to znacznie ułatwia mi sprawę. I tak nie potrafiłabym nikomu opowiedzieć o tym, co się ze mną dzieje. Wydaje mi się to zbyt idiotyczne, bezsensowne i błahe. Zresztą, nie lubię na nikogo zrzucać swoich problemów. Nie uważam, bym była warta tego, by ktokolwiek miałby się mną przejmować. Nienawidzę tej świadomości, że ktoś się mną przejmuje. Powoli zaczynam też nienawidzić siebie. Za tę miłość i za to, że wszelką cenę chcę być silna. I jeszcze za to, że brak mi już sił, by to wszystko udźwignąć.
Komentuj (10)