Link :: 01.11.2005 :: 12:05
[72]
..jedyne czego jestem pewna to sen o Tobie..
Jedyny problem to fakt, że nie wiem jak mam cię odnaleźć.
Daj mi jakiś znak, tak często jestem sama jak palec.
Stale brnę co raz dalej w szale codzienności,
Palę przed sobą mosty, potrzebuję Twej miłości,
Ale w całości, to sen ulotny letniej nocy..
..ciągły niedosyt rzeczywistości wobec marzeń..
Zamknij oczy i przy mnie bądź.
Dopóki śnisz, nie wypuszczaj moich rąk.
Wszystkie dni takie blade są.
Nie odchodź stąd..
Zostań przy mnie, przy mnie bądź..
Zamknij oczy i przy mnie bądź.
Dopóki śnisz nie wypuszczaj moich rąk..
Kolejna noc, znów łączę się z Tobą myśli cienką nitką,
By uciec z mego świata głupiego tak, jak sitcom,
Gdzie śmiechu brzytwą równa się wszystko do wzorców.
..Bez ciebie jest tu szaro i brzydko jak na dworcu..
Do naszych portów nie zawija statek
SZCZĘŚCIE.
Nasze zdjęcie to prześwietlona klatka kliszy.
Wpadam w spiralę skutków i przyczyn, w świecie
goryczy
Potrzebuję Twej
słodyczy tak strasznie
Jestem płomykiem świecy,
proszę, chroń mnie przed wiatrem
Nim zgasnę,
to nie jest łatwe, możesz się sparzyć.
Jak zawsze, trudniej jest żyć, łatwiej marzyć..
Co się wydarzy? Odpowiedzią jest CISZA.
Pewnie przyjdę się podzielić ciepłem, zostawię zgliszcza.
Dzielę los mistrza, lecz Małgorzata nie przyszła..
Może jutro będzie lepsze dzisiaj??
Jako samotny pasażer kończę wojaże, gdy jest już widno.
Samotny Pasażerze, dlaczego jeździsz inną linią??
Dobrze wiesz, nie mogę Cię zapomnieć..
Więc,
wróć do mnie, nim spłonę o świcie.
Tak, jak noc w Lizbonie, to jest moment ze wspomnień.
Lecz wiem, że niedługo dzień zechce się o mnie upomnieć.
Twe zaklęcia uchronne pozwolą mi przetrwać,
Aż przyjdzie sen, a,
wiem, że na mnie czekasz..
Komentuj (9)
Link :: 13.11.2005 :: 18:19
[73]
Totalny brak czasu i życie w biegu jest dla mnie zbawienne. Dobrze mi jest, gdy jedyną myślą zaprzątającą moją głowę jest to, iż chciałabym już znaleźć się w łóżku.
Ciągle pracuję. Już normalnym trybem, pół etatu. Rozłożyli mi to bardzo nierównomiernie, dlatego przez 13 dni listopada pracowałam 10 dni, a teraz zostało mi już tylko 4 do końca miesiąca. I wcale mi się to nie podoba. Bo będę miała za dużo wolnego czasu. Który mnie zabija. A w zasadzie zabijają mnie myśli.. Jakie? O czym? Nie wiem. Staram się ze wszystkich sił nie dopuszczać ich do głosu, nie skupiać się na nich, więc nie dochodzę do żadnych wniosków. Czuję tylko coś w środku. Coś, co mnie ciągle boli. Tylko, że nie chcę nazywać tego po imieniu. Bo po co. [dosyć, dosyć, dosyć]
Na uczelnię chodzę dla relaksu, dla ludzi, dla śmiechu i zabawy. Dobrze mi jest tam. Zbliżam się coraz bardziej do kogoś i bardzo mocno postaram się, by było z tego coś więcej, niż znajomość. Bo chyba zbyt wiele okazji straciłam. A to zapowiada się bardzo pomyślnie. Brakuje mi przyjaźni, dlatego tym razem dam z siebie wszystko. Bo ONA daje mi uśmiech, pozwala nie hamować się z idiotycznymi żartami i jeszcze głupszym zachowaniem. Chodzi ze mną na imprezy, gdzie przed klubem pijemy wódkę z plastikowych kubków i popijamy Fit'em. Czy też na drogą kawę, na piwo, kanapki greckie w środku nocy, na zakupy, na ciastko i popcorn, daje mi buziaki prosto w usta, pisze słodkie smsy i na dokładkę ciągle przypomina mi, że jestem walnięta. A 24.11.2oo5 o 24.oo zasiądzie obok mnie w ciemnej sali kinowej, by z wypiekami na twarzy podziwiać 'Harrego Pottera i Czarę Ognia'. Planujemy już co będziemy pić na otrzęsinach, a co na andrzejkach i co robimy w kolejny weekend. Brakowało mi tego bardzo, bardzo. Świadomości, że coś dla kogoś znaczę. I teraz jest to dla mnie siłą napędową. Zresztą, nie tylko Ona. :)
Siłą napędową dla mnie jest też fakt, że w czwartek jadę do Wawy. Do Lenki ;*, do jadźki!! :)) i do moich Brzydali z klasy, których wywiało do wielkiego świata. Kłócą się już, u kogo będe spać i z kim w łóżku. I gęby im się ucieszyły, gdy ogłosiłam im tę radosną wiadomość o przyjeździe. Będzie fajnie. Bo tak. Bo inaczej być nie może!
Dobrze jest, będzie jeszcze lepiej!
Komentuj (13)
Link :: 27.11.2005 :: 13:45
[74]
Od wielu dni zabieram się do napisania tej notki. Za każdym razem rezygnowałam. Pod koniec, w połowie, czy nawet przed początkiem pisania. Nie wiem, o czym mam pisać. Nie dzieje się nic godnego uwagi w moim życiu. Czuję się wypompowana, wymięta, wypluta. Taka bezwartościowa i bezużyteczna.
Owszem, byłam w Warszawie, u Leny i brzydali z klasy. Naładowałam się pozytywną energią. Poznałam [nareszcie!] Jadzię. Dobrze się bawiłam. Niestety.. Tej pozytywnej energii nie starczyło mi na długo..
Byłam też na otrzęsinach mojego roku. Miałam się dobrze bawić. I wcale nie było źle. Potańczyłam, pośmiałam się trochę.. Dostałam nawet buziaka w czoło, ale.. Ale to doprowadziło mnie do łez. Ten buziak i wcześniejsza rozmowa. Bo po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak jestem bezradna. Moje szczęście odeszło, zniknęło i nie powróci już. A ja, choć tak bardzo chcę je odzyskać, nie mam ku temu możliwości. Nie potrafię.. Nie mam siły po raz kolejny podnosić się po prażce. Sklejać w całość rozdartego serca.. Odzyskałam średnią stabilność emocjonalną i nie chcę jej znowu stracić. Bo to nie ma żadnego sensu. Nie chcę więcej dla chwili szczęścia przeżywać tygodni załamania. Nie przeżyłabym tego więcej..
Chyba zbyt wiele we mnie dystansu i nieufnośći, by móc dopuścić kogoś do siebie. Pozwolić mu być bliżej. I nawet, gdy jest pozornie dobrze, gdy pozornie czuję, że mogę się otworzyć, zaufać, to chyba nie potrafię. Boję się, że znowu zostanę sama, że znowu się rozczaruję. Bardzo chciałabym to zmienić, staram się mocno, ale czasami dochodzę do wniosku, że chyba zbyt wiele już stało się w moim życiu. Zbyt wiele dni i nocy przeżyłam w samotności, za bardzo się do niej przyzwyczaiłam, by to mogło się zmienić. Zmienić tak naprawdę, a nie tylko pozornie.. I nawet, gdy chcę opowiedzieć komuś o czymś, co jest dla mnie ważne, co mnie boli, cieszy, to gryzę się w język. Bo nie zniosłabym po raz kolejny obojętności, odtrącenia.. Dlatego żyję sama ze sobą. Zupełnie sama. Na zewnątrz stwarzam pozory tej wesołej, uśmiechniętej, zabawowej, otwartej na ludzi. Ale tylko ja wiem, co dzieje się w moim wnętrzu. Co czuję w kolejne długie, samotne wieczory, gdy oglądam zdjęcia, czytam listy, myślę. O tym, co było i już nigdy nie wróci.
Chyba po raz pierwszy w moim życiu mogę to powiedzieć. Żałuję, że Go spotkałam. Żałuję, że Go pokochałam.. Żałuję wszystkiego, co z Nim związane.. Bo o wiele łatwiej byłoby mi teraz żyć, gdybym tamto się nie wydarzyło..
Komentuj (15)