Link :: 06.02.2005 :: 15:47
[8]
Z uwagi na to, że studniówka trwała tak krótko, moja klasa postanowiła wybrać się na imprezę ostatkową. Zebraliśmy się w około 15 osób i wyruszyliśmy w miasto. W końcu wylądowaliśmy w klubie, za którym ogólnie nie przepadam, ale tym razem było świetnie. :d Pomijam fakt, że przyszło bardzo dużo ludzi, jakaś 1/3, to osoby z mojego liceum. Było ciasno i gorąco. Ale zajebiście. :) Od 21 do 3 nad ranem prawie non stop byliśmy na parkiecie. Małe przerwy na piwo, czy chwilkę odpoczynku. Bo naprawdę nie chcieliśmy tracić czasu! Muzyka była świetna, klimat też. Zresztą, z moją klasą zawsze jest fajnie. :))
No i był ten chłopak, z ostatniej 18tki. Prawie cały czas bawiliśmy się razem. Stawiał mi piwa, brał na kolana, trzymał za rękę. Od chłopaków dowiedzieliśmy się, że "jestem jego dupą". Bo w zasadzie wyglądało, jakbyśmy byli parą. No.. Tylko się nie całowaliśmy, choć wszyscy dookoła na to liczyli.
A ja... A ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Paweł nie jest dla mnie. Że nie pasujemy do siebie. Że to nie ma sensu. Podświadomie szukam pretekstu do rozstania. I chociaż za żadne skarby świata nie chcę go skrzywidzić, to i tak wiem, że to nieuniknione. Skrzywdzę go rozstaniem, ale robię to też, żyjąc w przekonaniu, że do końca jest bardzo blisko i zupełnie nie starając się już. Nie tęsknię za nim, gdy go nie ma. Nie myślę o nim. Echh.. Wbrew pozorom boli mnie to. Bardzo. Bo ja już myślałam, że to TEN. Że będziemy razem bardzo długo. Zapowiadało się na to przecież. Było idealnie i sielankowo. Ale skończyło się. Teraz jest źle. Męczę się. Gdy on przychodzi, nawet nie mam ochoty na rozmowy.. Wiem, że go to boli, że on to widzi, chociaż nie dopuszcza do siebie tej myśli. Kocha mnie najbardziej na świecie i za nic nie chce rozstania. Ale czy jest sens oszukiwać się? Czekać, aż coś się poprawi, skoro to trwa już od połowy grudnia? Boże... Ja już nie wiem, co mam zrobić. :( Nie chcę go skrzywdzić, nie chcę, by zawalił mu się świat, by znowu poczuł się odtrącony, zraniony, niepotrzebny. Jest cudownym człowiekiem. Ale nie pasujemy do siebie.. Myśl o tym, co powinnam zrobić, paraliżuje mnie. I ciagle odkładam ją w czasie, oszukuję siebie. I jego. Ale ile można??
Komentuj (17)
Link :: 07.02.2005 :: 18:57
[9]
Właśnie od Niego wróciłam. On nie jest ślepy ani głupi. Wiedział, że coś jest nie tak, że jest źle.. Powiedziałam Mu wszystko. On chce dla mnie jak najlepiej, zostawił mi właściwie wolną rękę. Bo nie chce, abym była nieszczęśliwa. Ale jednocześnie nie chce się rozstawać..
Więc doszliśmy do kompromisu. Daliśmy sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowach, na przemyślenie. Maksymalnie 2 tygodnie, z możliwością skrócenia tego, oczywiście. I jeśli wtedy nadal będzie źle, to rozstaniemy się bez żalu do siebie, bez smutku. Rozstaniemy się ze świadomością, że my zrobiliśmy wszystko i po prostu tak ma być. Zostaniemy przyjaciółmi. Wierzę w to, że się ułoży. Cokolwiek by się nie stało, będzie dobrze. Nie urwiemy kontaktu, zbyt wiele dla siebie znaczymy, a to, że Nam nie wyszło, po prostu takie jest życie.
BĘDZIE DOBRZE!
Komentuj (13)
Link :: 10.02.2005 :: 21:08
[10]
Dzisiaj mi smutno. W nic nie wierzę. Nie mam na nic ochoty. Wszystko wydaje się bez sensu. Brak nadziei. Brak pozytywnego myslenia. Tylko łzy się cisną do oczu.. Niech to się już skończy. Niech wszystko będzie już jasne..
Chyba bardzo za Nim tęsknię. Wiem, że tęsknię.
Niech mnie ktoś przytuli i powie, że będzie dobrze. Nie wierzę w to w tym momencie.. :(
Komentuj (9)
Link :: 13.02.2005 :: 17:14
[11]
Wysiadam już. Psychicznie. Z niczym nie daję sobie rady. Z rodzicami się ciągle kłócę. Z trudem powstrzymuję łzy cisnące się do oczu. Co chwila. Modlę się, by nie zacząć płakać w środku kursu z wosu. Nie mam siły. Wszystko mi się wali. Ucieka z rąk. Dni mijają, ja nie wiem kiedy. Uczę się, odrabiam lekcje, a tego jest coraz więcej. Widzę tyle rzeczy do zrobienia, terminy gonią. A ja mimo tego, że się staram, to i tak nie daję rady. Wszyscy mówią, że są, że mogę na nich liczyć, że pomogą. A w rzeczywistości gówno prawda. Aśka powiedziała mi, że jestem sama i sama muszę sobie radzić z własnymi problemami. A minutę wcześniej zapewniała, że wysłucha i pomoże. DZIĘKI WIELKIE. Paweł co chwila użala się nad sobą. A mówi, że chce mi pomóc. W ten sposób???!! Sprawiając, że problemów jest coraz więcej, bo muszę się przejmować jeszcze jego idiotycznym gadaniem?! DZIĘKI WIELKIE. Kumpele z klasy udają, że nic nie widzą. A może w szkole idealnie udaję? Może naprawdę nic nie widać?! Natalka jedynie wie, o co chodzi. Pyta. Ale w ciągu 10 minutowej przerwy mam jej o wszystkim opowiedzieć, wyryczeć się w rękaw, bo tego potrzebuję i doprowadzić do normalnego stanu, by wrócić na lekcje? DZIĘKI WIELKIE. Wolę udawać, że jest dobrze. Tak, może i jestem kurewską egoistką, bo oczekuję od kogoś pomocy. MOŻLIWE. Ale ja już nie jestem w stanie sama sobie poradzić. NIE POTRAFIĘ DO CHUJA.
Komentuj (12)
Link :: 21.02.2005 :: 13:05
[12]
Spotkaliśmy się w walentynki. Byłam sceptycznie do tego nastawiona. Hmm. Nie. Mi się najnormalniej w świecie nie chciało. Miałam ochotę siedzieć w domu, zamulać i użalać się nad sobą, że cały świat jest przeciwko mnie. Ale poszłam. Nie chciałam mu zrobić przykrości.. Na początku było drętwo. Nie chciało mi się rozmawiać, więc gapiłam się w ziemię lub w szybę w autobusie. Coś tam tylko odpowiadałam, jak zagadywał. Źle mi było. Nie z nim. Samej ze sobą. Po prostu.
A potem zaczęliśmy rozmawiać. I on rozumie, że w tym momencie dla mnie najważniejsza jest nauka, matura i Łódź. Rozumie. Jak zawsze. Zero pretensji. Zero wyrzutów. Tona zrozumienia.. I tym samym skończył się nasz kryzys. Bo ja wcześniej miałam wyrzuty sumienia, że go zaniedbuję, że nie mam dla niego czasu, a jak mam już czas, to wolę iść na imprezę, niż siedzieć z nim. [odpoczywam odrywając się, a siedzenie w domu męczy mnie jeszcze bardziej.] I przez to odsuwałam się od niego. Wolałam się rozstać, by mieć czas na naukę, której mam tyle, że wysiadam już. Nie mam czasu nawet na kąpiel dłuższą, niż 15 minut. Dlatego myślałam, że będzie lepiej, gdy się jednak rozstaniemy. Za dużo spraw na głowie sprawiło, że się załamałam i zwątpiłam.
Trwało to właściwie nie wiem ile. Ułamek sekundy? Nie wiem, co by było, gdyby trwało to godzinę. To był moment, w którym w nic nie wierzyłam. Nie mam pojęcia, czemu to zrobiłam. Na chwilę zwątpiłam. W [...] siebie, ciebie, we wszystko. [...] Widziałam koniec blisko. Siebie niżej, niż nisko..
Ehem.
Wmawiałam sobie i nam, że nie pasujemy do siebie, że nic z tego nie będzie. .Ale będzie. Wierzę w to. Nie znajdę lepszego faceta, to pewne!
Spotkaliśmy się w piątek. Ja obolała i schorowana początkowo nie miałam ochoty spotykać się. Ale przyszedł. Na 1o minut, dać buzi i przytulić. I z 1o minut zrobiły się 4 godziny. Było cudownie. Tak, jak kiedyś.. Dokładnie tak samo. Nie mogłam się od niego oderwać, przestać całować. Każdy jego dotyk wywoływał dreszcze. Tak dawno zapomniane dreszcze.. Wczoraj było to samo. Jest cudownie, naprawdę.
I ja nie chcę, by to się skończyło..
Komentuj (16)
Link :: 25.02.2005 :: 13:22
[13]
Wczoraj przyłapałam go na kłamstwie.. Po raz drugi zresztą. Mam pewne podejrzenia co do jeszcze jednej sprawy, ale się wypiera. Nie są to jakieś bardzo wielkie i poważne sprawy, typu, że ma inną panienkę, czy, że jest gejem. ;x Ale jednak. Kłamstwo, to kłamstwo. Nie wiem, czy można to nawet rozgraniczać. Kłamstwo błache, kłamstwo poważne. Nie wiem. Wiem, że czuję się oszukana. Tym bardziej, że to jego kłamstwo niby małe, a jednak wiąże się z poważną sprawą. I może było ich więcej, a ja wiem tylko o tym??
Stracił moje zaufanie. Narósł dystans i niechęć. Było pięknie. Wierzyłam, że będzie dobrze. A teraz przestałam.
Dałam się przeprosić. Dałam mu szansę. Ale tak prawdę mówiąc, to nie mam ochoty go oglądać. Jest mi po prostu źle.. Bo jeśli chodzi o kłamstwo i nieszczerość, to jestem bardzo wyczulona. Bardzo. Szczególnie po jednym takim incydencie. Kiedy to okłamywała mnie osoba najbliższa..
O matko. Niech to się już skończy.. Niech będzie pięknie. Albo nie będzie wcale..
Komentuj (29)