Link :: 02.02.2006 :: 13:17
[80]
I pozostaje mi tylko podziękować za to, że w trudnych sytuacjach jest ktoś, z kim mogę płakać, kto potrzyma za rękę i powie, że brakuje mu przytulenia do mnie. Za to, że jest ktoś, kto przejmuje się moimi sprawami tak, jakby były to jego problemy. Za to, że jest ktoś, komu mogę zaufać i nie bać się już, że zostanę sama ze swoimi problemami. Za to, że potrafi powiedzieć/napisać mi coś takiego, że od razu staje mi się łatwiej. I nawet, gdy nie jest w stanie pomóc, to po prostu jest ze mną. A to dla mnie najlepszy lek na to, co złe. I wystarczyło się tylko szczerze podzielić tym, co mnie tak gryzło, a problemy nagle stały się nieporównywalnie małe. I już się nie dołuję, nie chcę się zaszywać w domu. Znowu często się śmieję. Bo mi dobrze. Bo wiem, że nie jestem sama z tym wszystkim. Już nie.
Pozostaje mi podziękować też za to, że są ludzie, dla których jestem ważna, choć wcale nie znają mnie długo. Oni mówią mi rzeczy, które sprawiają, że sama rosnę w swoich oczach.
Dzięki nim pierwszy raz od dawna wierzę, że jestem coś warta. Że jestem coś warta dla innych ludzi.
Bardzo mi tego brakowało.
A to wszystko nie miałoby w ogóle miejsca, gdyby nie Jedna Osoba. Już sobie nie wyobrażam, jak mogło być przed Nią i jak miałoby być bez Niej.
[trudno było mi się otworzyć. długo się z tym gryzłam. ale bezczelna przekonała mnie, że warto. dziękuję Ci za to. ;* miałaś rację.]
Spotkałam P. Wczoraj. Wczoraj był bardzo dziwny wieczór.. Przełomowy dla mnie.
Komentuj (8)
Link :: 14.02.2006 :: 20:15
[81]
Pierwsza sesja w mojej karierze minęła raczej bezboleśnie. Zaliczyłam wszystko w pierwszym terminie, w związku z czym mam ferie od 1 do 20 lutego. Średnia też nie jest najgorsza, bo 4,4. Niestety, na dwóch egzaminach zabrakło mi po 1 punkcie, dlatego musiałam porzucić ambitne marzenia o stypendium. Prawdopodobnie przy średniej 4,5 miałabym na nie spore szanse, a tak, przy 4,4 raczej nie mam ich wcale. Ale tą małą porażkę przełknęłam bez większych problemów.
Ferie spędzam bardzo pozytywnie. Są imprezy w klubach, są domówki, są urodziny, jest karaoke. Wszystko suto zaprawiane alkoholem. Są też wyprawy do kina, babskie wieczory i noce spędzone na oglądaniu filmów o miłości. Tańczę, bawię się, śmieję. Jestem szczęśliwa. Jest mi dobrze. Z tymi ludźmi. Z każdą spędzoną z nimi chwilą przekonuję się, że coś dla nich znaczę. I bardzo dobrze mi z tą świadomością. Nie mam też czasu na dołowanie się, na pisanie czarnych scenariuszy, bo mało który wieczór spędzam sama. A nawet, jeśli takowy się zdarza, to czytam zaległe książki, oglądam filmy i też jest dobrze. Samej ze sobą.
Na Walentynki dostałam słodki prezent od fantastycznego faceta. A na deser przegadaliśmy kilka godzin. Od pierwszego spotkania wiedziałam, że musi być wyjątkowy. Od razu bardzo się polubiliśmy, przebalowaliśmy wspólnie kilka imprez, wypiliśmy sporo alkoholu. Ale dzisiaj pierwszy raz mieliśmy okazję, by dłużej sobie pogadać na różne tematy. Te poważne i te mniej. Okazało się, że wychowaliśmy się praktycznie na tym samym podwórku z tymi samymi ludźmi, wspinaliśmy się po tych samych drzewach i jeździliśmy na sankach z tej samej 'Górki Śmierci'. Przekonałam się, że jest świetny. Zresztą, to nie ulegało żadnym wątpliwościom. W końcu to Ukochany mojej M. :)
Wszystko jest świetnie. Nie mam powodów do zmartwień. A mimo to targają mną sprzeczne uczucia. Bo niby jest super, ale czasami dopada mnie smutek. W każdej z tych chwil, gdy uświadamiam sobie, że ciągle jestem sama, że ciągle nie ma nikogo, dla kogo byłabym najważniejsza. Ale przyzwyczajam się. Od prawie roku, każdego dnia od nowa przyzwyczajam się do tego. Opornie mi to idzie.
Komentuj (9)
Link :: 20.02.2006 :: 21:50
[82]
Ferie zakończyliśmy bardzo pozytywną domóweczką. Byli sami pozytywni ludzie, tańce przy Jamalu, rapy, nagrywki na spontanie i wszystko, co najlepsze! Naprawdę, godne pożegnanie przefantastycznych ferii.
Lekko podchmielona, zadowolona z imprezy i pochłonięta swoimi myślami, wysiadłam z nocnego autobusu i szłam do domu. Mam od przystanku naprawdę kawałek. Minutę drogi. Nagle.. Zaszedł mnie od tyłu jakiś koleś i psiuknał mi gazem po oczach. Miałam soczewki kontaktowe, więc nie poczułam dużego pieczenia, szok chyba też zrobił swoje. Uderzyłam z nim w gadkę. Czego chce, itd. A on rżnął głupa, bo chyba zdziwił się mojej reakcji. Nie było wrzasków, ani paniki. Patrzyłam mu w twarz [choć miał całą zasłoniętą szalikiem] i pytałam, o co mu chodzi.. Szedł za mną dalej, psiuknął mi jeszcze ze 2 razy [dokładnie nie pamiętam] i chyba w końcu się zniecierpliwił, bo zaczął szarpać moją torebkę. Nie dałam się tak łatwo, trochę się z nim posiłowałam, ale mi ją wyrwał i uciekł.
Pobiegłam szybko do domu, zablokowałam telefon, kartę do bankomatu, wyjęłam soczewki i dopiero poczułam ten potworny ból.. To było straszne. Wiem, że szkła mnie uratowały..
Zadzwoniłam na policję. Szybko przyjechali, spisali, co miałam w torebce. Potem przyjechał śledczy, spisał dokładne zeznania. I pojechał.
Rano zadzwonił taty telefon. Ktoś.. Znalazł komórkę. Pod moim blokiem! Mniej-więcej w tym miejscu, gdzie się szarpaliśmy, przy samochodach leżała CAŁA zawartość mojej torebki. Komórka, klucze, portfel [a w nim nawet 10 zł, które miałam!], po prostu wszystko. Oprócz samej torebki..
Jestem w szoku, i nie wiem, co to wszystko miało znaczyć. Czy on przestraszył się, że tak długo z nim gadałam, że patrzyłam mu w twarz? Bał się, że go rozpoznam? A może kręcił się po osiedlu i zobaczył radiowozy pod moim blokiem i stwierdził, że to poważna sprawa, skoro zaangażowałam w to policję? A może zajrzał w dokumenty i stwierdził, że mnie zna? Dżizas, nie wiem..
Miałam dużo szczęścia, bo nic nie straciłam. Oprócz tej nieszczęsnej torebki, ale to naprawdę nic nie znaczy.
Gorzej z moją kondycją psychiczną. Zszedł ze mnie szok, i jest kiepsko. Jestem cała roztrzęsiona, łapy mi się trzęsą i i ciągle przypominam sobie ten moment, gdy mnie zaszedł od tyłu i psiuknął mi pierwszy raz po oczach. To było STRASZNE. Boję się wychodzić z domu, boję się, że go gdzies spotkam, choć nie sądzę, by mnie rozpoznał.. w kapturze byłam. Zresztą ja też go nie rozpoznam.
Ale boję się. :(
Komentuj (18)