w krzywym zwierciadle.
księga. || design by bezczelna;* and me.

2oo5 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2006 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2oo7 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11

!Olcia ;* !bezczelna ;* joe-black ;* Jadzix ;* milos ;* talla kochanica ostro-porypana nikea Efcia angie85 loui Natalia fenixx girl-in-blue Cryska nieufna dis turquoise || thx.
Link :: 05.05.2005 :: 17:33
[34]

No to juz po polskim pisemnym. Na podstawowym pisałam drugi temat. O "Kordianie" i "Nie-Boskiej Komedii". Jestem zadowolona. Zinterpretowałam język, jakim się posługiwali. Napisałam o metaforach, epitetach, porównaniach, personifikacji przyrody i o jej roli, nasunęła mi się też myśl, iż ewentualnej śmierci Męża [o której sam mówił] miały towarzyszyć cudowne zjawiska przyrody, a takowe towarzyszyły śmierci średniowiecznego rycerza. Nawiązałam też do "Cierpień młodego Wertera", przy Kordianie, który dużo uwagi poświęcił przyrodzie. Wnioski końcowe: Kordian - bierność i bezsilność; Mąż - aktywność, wiara we własne siły. [to po krótce]. Ogólnie jestem zadowolona. Wykorzystałam praktycznie całe przeznaczone miejsce, wydaje mi się, że dobrze mi poszło. Z tekstem tez nie miałam większych problemów, ogólnie rzecz biorąc.


Na rozszerzonym też pisałam drugi temat. Analiza i interpretacja opowiadania Idy Fink "Zabawa w klucz" pod kątem ukazania zagłady Żydów. Napisałam o narratorze, o świecie przedstawionym, kreacji bohaterów, realiźmie, języku pełnym metafor i aluzji. W zakończeniu nawiązałam do "Innego świata" Herlinga-Grudzińskiego i "Opowiadań" Borowskiego. Też jestem zadowolona.


[boję się, że zapeszę..]


Jazda na rowerze jeszcze się nie znudziła. Przejechanych kilkaset kilometrów. Nie wiem, ile dokładnie, bo mi się przy 2oo licznik zeruje. ;)) Spalonych koło 7 tysięcy kalorii. Jeżdżę codziennie po 90 minut. 45 przed śniadaniem i tyle samo wieczorem. Na początku jeździłam po 3 h, ale mi kolega zabronił. Powiedział, że się przetrenuję i tyle będę z tego miała. 90 minut ma w zupełności wystarczyć. Wierzę, że ma rację. ;) Oprócz tego licze kalorie, choć jakoś strasznie się nie ograniczam. Staram się wyeliminować te wszystkie słodycze, yhh. Raz lepiej, raz gorzej mi to wychodzi. :> Piję dużo wody mineralnej i tyle. A nawet, jeśli wizualnie nic to nie zmieni, to zmieni psychicznie. Bo już czuję się lepiej. :) Tak jakoś lekko, czysto i przyjemnie. :) A po maturach może zdecyduję się iść na tę siłownię? Jak narazie jestem jak najbardziej za! :d Nawet, jeśli mam iść sama. :) Polubiłam ten ruch i blogie uczucie zmęczenia. Ahhh. Bardzo to przyjemne. :)



A jutro angielski. Olaboga. Będzie dobrze. :>>>



P.S. Te 5 godzin pisania i intensywnego wysiłku umysłowego niezmiernie mnie zmęczyło. Uff, idę do łóżka.
Komentuj (22)


Link :: 09.05.2005 :: 10:08
[35]

Nie jestem zbyt zadowolona z angielskiego. Dużo trudniejszy był, niż na próbnych. Ale zobaczymy. ;] Zdać, to na pewno zdam. Z podstawy z pytań zamkniętych mam 33 lub 32 pkty na 35. Więc spoko. Notatka też raczej dobrze, góra 1 pkt mi moga obciąć. A list formalny, to nie wiem. Głupie to było. ; Listy formalne i wszelkie inne pisma tego typu to najgorsze, co może być. Noo, ale zobaczymy. :> Co do rozszerzonego to z wypracowania jestem strasznie niezadowolona. ;P Ale liczę, że jakieś punkty za to wpadną. A co do zamkniętych, to nie wiem, nie kupiłam gazety, a w necie nie mogę znaleźć odpowiedzi. Ale spoko, nie stresuję się. Zdam.


Teraz geografia. Za tydzień. W weekend sobie trochę to wszystko przejrzę. Bo gegrę zdaję, jako dodatkową i w zasadzie do NICZEGO nie jest mi potrzebna. Na studia wymagają wos, a nie gegre. ;) Więc tylko tam, żeby zdać. I tak nie wiem już, po co ją brałam. Bez sensu. ;)


A wos mam 19. I już się boję. :P Bo tego jest CHOLERNIE dużo i nie wiem, kiedy się nauczę. Ale dam radę. No jak nie ja, to kto? ;)))


A w weekend jeszcze juwenalia mamy. :P Oł dżizas. Idę tylko w piątek, choć to trwa 4 dni. Ale cóż, matura, nie ma czasu. Wybrałam najlepszy dzień. ;) Koncert disco polo. Oby tylko deszcz nie padał, jak co roku. Bo będziemy pływać w błocie..


Aaa. I jeszcze jedno. ;) W piątek, zupełnie na spontanie [czytaj: o 19.15 stwierdziłam, że idę; przebrałam się z dresu; umalowałam się i o 19.22 wyszłam z domu :P] spotkałam sie z jednym chłopakiem. Z netu. :P Ale gdyby nie to, że zna go mój bardzo dobry kumpel i go dosyć pozytywnie zareklamował, to bym nie szła. :> Nie spotykam się ze zbokami z netu. ;P [nooo, są wyjątki, ale rzadkie]. I na spotkaniu było fajnie. :> Bardzo. Krótko, ale fajnie. I wczoraj byliśmy na specerze na 3,5 h i było jeszcze fajniej. :) Ma coś w sobie, co przyciąga, mrauuuu. Ale na nic się nie nastawiam. Co ma być, to będzie. ;d
Komentuj (23)


Link :: 10.05.2005 :: 18:18
[36]

Się uczę, uczę i jeszcze raz uczę. I mam dość, dość i jeszcze raz dość. Bleeee. Doktryny polityczne, zasady demokracji, historia partii politycznych, uprawnienia prezydenta, samorządy terytoliarne, RPO, przekształcenia sceny politycznej, droga legislacyjna, Trybunał Stanu. Od 2 dni tonę w polityce. Siedzę nad tym godzinami i już mi powoli mózg wyparowuje. Pocieszam się jednak, że jest to najdłuższy i najbardziej rozbudowany dział z WoSu i jak przez to przebrnę, to zostanie mi już 'tylko' prawo, społeczeństwo, organizacje międzynarodowe + problemu współczesnego świata. Uff. Byle do czwartku. :P [następnego] Potem, to już WAKACJE. No. ;]]]


I z uwagi na to, że pewien schemat w moim życiu uporczywie lubi się powtarzać, znowu stało się to samo. Wczoraj w końcu zebrałam się i wykasowałam przeszło 70 smsów od Jzf'a. Niektóre przed kasowaniem czytałam, inne od razy wywalałam. Bez emocji. Po prostu. Śmiecie bez żadnego znaczenia do wyrzucenia i tyle. A dzisiaj on zadzwonił. Spytać, jak tam matura i udowodnić mi, że ciągle pamięta, bo przecież minął [dopiero!!] miesiąc a on [już!!]dzwoni. No popatrz. Niestety, wyczuł 'niechęć w moim głosie' i był bardzo dziwiony 'skąd ona się wzięła'. Jednak na moje pytanie, czy 'się dziwi', odpowiedział, że 'nie'. Robi chłopak postępy. Pogratulować. Chciał się spotkać, ale ja się uczę [oficjalnie].
[a nie oficjalnie, to nie mam najmniejszej cohoty na ogladanie jego gęby i słuchanie wywodów niewiadomooczym].

Era Jezf'a się skończyła. Da end.
Gdybym o tym kiedyś zapomniała, proszę mi to wypomnieć!!


Czujecie miłość w powietrzu? Hmm. Ja to czuję tylko zapach kawy, której wypijam hektolitry, by nie zasnąć nad czytaniem Konstytucji III RP. Nic więcej. I zapachu miłości z moim 'chłopakiem z internetu' też raczej nie poczuję. Bo takowej się nie spodziewam. Wolałabym chyba poczuć zapach przygody. O taaak.
Ale to już po maturach. Albo i wcale. No.
Komentuj (23)


Link :: 15.05.2005 :: 16:13
[37]

Wiecie czego będę żałować, gdy dostanę się do Łodzi i wyjadę stąd? Naszych olsztyńskich juwenalii [kortowiady]. Bardzo. Bo to jest impreza na wielką skalę. I zapewniająca świetną zabawę. :dd Kortowiada trwa 4 pełne dni. Od rana do wieczora. Koncerty, różnego typu imprezy, zawody. Namioty z najróżniejszą muzyką. I tysiące pijanych ludzi. ;P Olsztyńskie miasteczko studenckie przez kilka dni jest jedną wielką imprezą: każdy chodzi wesoły, z puszką piwa w ręku, w wydziałowej koszulce z nadrukiem i nazwą wydziału, a muzykę słychać nawet na najodleglejszych osiedlach. I jestm przefantastiko!


W tym roku byłam dwa dni. [tylko! :(] W czwartek, tak dla rozeznania, bo nic super ciakwego się nie działo. Musiałam się przygotować do piątkowego picia i imprezowania, więc wypiłam czteropak 'Dog in the fog' [średnie], pooglądałam pokaz gladiatorów w wykonaniu siłaczy - braci Dymków i o 24 piechotą kilka kilometrów, ruszyłam do domu.
Za to w piątek zaimprezowałam w pełnym tego słowa znaczeniu. :d Z Lenką moją. ;** Po pierwsze zaspokoiłam moją ochotę na alkohol. Wypiliśmy ponad litr wódki w 3 osoby [;xx]. A w zasadzie rozcieńczanego spirytusu, który to miał być pyszny, a był tak okropny, że można było go pić jedynie w drinku z cytrynowym Liftem, w plastikowym kubeczku. ;>
Po drugie zaspokoiłam moją ochotę na imprezę. Tańczyłam pod sceną na Akcencie [diskopolo] i na Virgin [Doda Elektroda, aha.], a potem ruszyliśmy do namiotu, gdzie odbywał się Frajdej HipHop Najt z udziałem kilku dj'ów z całej Polski. Ahh. Gorąco było. Aż nie miałam się z czego rozbierać! Została mi jedynie wydziałowa koszulka mat-inf. No.
Po trzecie zaspokoiłam moją ochotę na przygodę [mężczyznę]. Pierwszy był brechtem i wykorzystaniem pajaca. [conie, Lenka? ;dddd]. Noo, ale drugi to już był całkiem spoko. ;) I dobrze się całował. ;]] I w ogóle. ;P
Po czwarte, NAJWAŻNIEJSZE, zaspokoiłam moje zapotrzebowanie na pozytywną energię, uśmiech i obecność bliskiej osoby.


Ale.. Najgorsze jest to, że tak naprawdę, słowo zaspokoiłam niezbyt pasuje. Bo raczej się rozochociłam. I chcę więcej!! Wszystkiego. I imprezy i picia i mężczyzny i pozytywnej energii! Ahh. Tak, tego mi było trzeba. I po maturze będę miała tego więcej. ;P

[nie mogę się doczekać!]
A jutro geografia. Nie uczyłam się wcale do tego. Wos mnie pochłonął całkowicie. ;]]


Komentuj (16)


Link :: 16.05.2005 :: 14:37
[38]

Już po geografii. Przeżyłam. Nawet nie było tak strasznie. Na podstawie zrobiłam wszystko, co nie znaczy, ze dobrze, ofcorz. Na rozszerzonym nie zrobiłam zadań za 14 pktów na 1oo. Bo w ogóle nie wiedziałam, o co tam chodzi i nie miałam pojęcia, jakby tu naściemniać.
Teraz już tylko wiedzaospołeczeństwie. A potem wakacje. No.



---------------------------------------------
[było mi to potrzebne. cieszę się, że to zrobiłam. że się przełamałam, że wygrałam bitwę z własnymi myślami i z własnym 'nie'. upokorzyłam się? możliwe. pierdoleto. najważniejsze, że już teraz wiem. czar prysł. ostatecznie. każde 'na zawsze' jest już totalną ściemą. nareszcie. byle tylko nie mieć tych snów.. a w końcu będę mogła być wolna. i nie będę już tęsknić.]
/nie, nie chodzi o P./
Komentuj (14)


Link :: 17.05.2005 :: 13:54
[39]

Zastanawiam się i ciągle nie wiem, dlaczego ludzie są tacy podli? Czy czerpią z tego przyjemność? Nie wiem, naprawdę. Ale z całego serca chciałabym móc się kiedyś tego dowiedzieć.. I zrozumieć. Czemu niektórzy uwielbiają wpierdalać się w cudze życie. I na dodatek w taki sposób..


Czemu założyłam hasło na bloga?? Bo Aśki przyjaciółka czerpie przyjemność z bluzgania mnie w komentarzach. Już kiedyś tak było, jak tylko obie znalazły adres [swoją drogą zastanawiam się, jak?], ale za każdym razem kasowałam [a sporo tego było] i im się znudziło. Próbowałam zablokować ich IP, ale mają zmienne, więc to odpada. Na jakiś czas to umilkło. I wczoraj znowu zabawa się zaczęła. I to wcale nie chodzi o to, że mi się robi przykro, czy mnie to denerwuje. Nie bardzo. ;) Bawi mnie ten wielce elokwentny sposób oceniania mojej osoby. Że jestem popierdolona i mam problemy sama ze sobą itd. :] Nie przeczę, może i mam. Ale ona widziała mnie raz w życiu, nawet ze mną nie rozmawiała, więc skąd może wiedzieć? Poza tym, to MÓJ BLOG i nie chcę tutaj ich obecności. Ani jednej, ani drugiej. Stąd to hasło. [przynajmniej narazie].


Wczoraj w gg wyłączyłam opcję 'pokazuj status tylko znajomym', by te blogowiczki, które chcą hasło, mogły się odezwać. I co? Od razu, normalnie po kilku[nastu] sekundach odezwał się jakiś anonim i zaczął mnie bluzgać. Dostałam nawet tekst jakiegoś kawałka, że to niby się puszczam, każdy mnie [cytuję] 'rucha w dupę' i jestem [cytuję] 'kurwą, pizdą, dziwką, szmatą'. Nom. Ciekawe! Ona się produkowała, a ja się brechtałam z niej. Wkurwiało ją to bardzo. Chciała mi dosrać jeszcze mocniej. I co?? Niby ma mnie zaboleć bluzganie na gg? No fucking way. Poprosiłam, by powiedziała mi to samo w twarz, żeby nie grała kozaka na gg, bo tak każdy potrafi. Umilkła. Ahh. A potem tylko dodała, bym przyjechała 'tutaj'. Stąd bardzo prosty wniosek, że to znowu była przyjaciółeczka Asieńki.
A ja się ciągle zastanawiam, po chuj one to robią? Czy Aśka sama nie może mi nic powiedzieć, tylko wysługuje się tym głąbem? Nie wiem, nie rozumiem. To naprawdę jest dla nich takie przyjemne??


I żałuję. Każdego jej 'na zawsze'. I każdego 'nigdy'. W to, że uwierzyłam. W to, że spędziłam z nią tyle chwil, że tak bezgranicznie ufałam, że była najważniejszą osobą. Że byłam jej pewna, jak nikogo innego. A ona za plecami zrobiła mi takie świństwo. A potem? Potem już tylko dawała mi wyraźnie do zrozumienia, że ma mnie w dupie, że jej nie zależy. No tak. Przecież miała już nową przyjaciółkę 'na zawsze' i z którą przyjaźń 'nigdy' się nie skończy.


I nie żałuję. Nie żałuję, że to się skończyło. Bo jeszcze stałabym się taka, jak ona. Taka podła. Bo jeszcze byłabym taka, jak ta laska, która mnie bluzga.. Nie żałuję. Bo to było nauczką. Życiową lekcją. Kurewsko bolesną, ale jakżde wiele mnie to nauczyło. Nie można bezgranicznie ufać. Nikomu. A w stu procentach można być pewnym chyba tylko samego siebie. I nie liczą się słowa. Liczą się gesty i czyny. A jeśli ktoś jest podły dla innych, prędzej, czy później będzie taki dla ciebie.
Proste.



[mimo to wierzę w przyjaźń, wiecie?? ale już widzę to trochę inaczej..]
Komentuj (20)


Link :: 19.05.2005 :: 14:34
[40]

I już pooo!!! Już po maturach! Mam to za sobą! MAM WAKACJE! ;dd


Podstawowy wos. [boję się chwalić]
Rozszerzony wos. [boję się chwalić]..[wyszłam godzinę przed czasem. wszystko zrobiłam, sprawdziłam, poszłam.]


Nie było niczego, z czym miałabym jakieś straszne problemy, czego bym nie wiedziała. Wiem, ze już mam trochę źle, ale są to pojedyncze rzeczy. [jak narazie] Pisałam wszystko na luzaku, ze spokojem. po 19 minutach [ze 120] na podstawie miałam zrobioną połowę zadań. Oprócz wypracowanka. Także jestem zadowolona. Ale tak strasznie się boję, że niepotrzebnie. :xxx Więc nic nie mówię!!
Rozszerzony to dojebali niezły. ;] O mniejszościach narodowych. I wypracowanie takie z dupy trochę. Ale nalałam wody, dałam radę. Godzinę przed czasem wyszłam. Uff. Zobaczymy, zobaczymy, zobaczymy. 30 czerwca. ;|



I co?? I WAKACJE! Ahhh. :DDD Rozpocznę je od posprzątania. :P Wszystkie szkolne książki, zeszyty, podręczniki i cogita wyniosę do piwnicy lub na strych. Nie chce tego widzieć. Niektóre bym najchętniej spaliła, np. moją zmorę HISZPAŃSKI. Ale to na jakimś ognisku. ;)
Chce mi się na imprezę, ale dzisiaj nikt się nie szykuje. Bo chleją od juwenalii i nikt już nie ma kasy. Może się coś wymyśli dziś, czy jutro, a jak nie, to w Łodzi z Leną. Bo jedziemy w niedzielę na dni kilka! :]]


I czuję wolność! Uff. Nareszcie. :P


Aha. I zakochałam się. ;]]]] Heheheh.
Cupid don't fuck with me!
Snoop Dogg and Justin feat. Charlie Wilson - 'Signs'.


Super świetny kawałek. Mlask! I tak mi się z jwenaliami z namiotem frajdeja kojarzy. Ahh. Wspaniale, wspaniale jest!! :>>

Komentuj (14)


Link :: 26.05.2005 :: 18:33
[41]

Wakacje zaczęły się bardzo intesywnie. Piątkowy wypad na plotki z kumpelą zakończył się grillem i piciem wódki w towarzystwie upierdliwych komarów i wielu nowych twarzy. W sobotę ciągnęli mnie na imprezę do klubu, ale się nie dałam. Bo w niedzielę o 9 rano miałam pociąg do Łodzi. A tam potrzebne mi było duużo siły.
Z samego rana nasz gospodarz [ochrzoczony Muminem = hardcore'ową wersją Muminka] wywałał nas z domu i pozwalał wrócić wieczorem. Więc zwiedziłyśmy całą Piotrkowską, Galerię Łódzką, Geanta i co tylko było w zasięgu naszych oczu i zmęczonych nóg. Wydałyśmy wszystkie pieniądze, kupiłyśmy świetne ciuchy i podziwiałyśmy panów ekspedientów z Cropp'a, którzy to proponowali nam swoje wielkie banany. Nie skusiłyśmy się. ;P
A we wtorek Mumin o 6 rano wywalił nas z domu, z plecakami, bo miał focha. Nie wiem tylko czemu. :( Więc ruszyłyśmy do WWA i tam zwiedzilyśmy kolejne centrum handlowe [Arkadię]. Z braku innych perspektyw na spędzenie kilku godzin w stolicy, bo tyle miałyśmy do pociągu do Olsztyna. Nie miałyśmy już siły, hajsu ani ochoty na przeglądanie ciuchów. Ale to była milsza forma spędzenia 6 godzin, niż przesiedzenie ich na dworcu centralnym na niebieskich krzesełkach. Choć przyznam, że były wygodne. ;]
Ogólnie rzecz biorąc Ełdezet i Wuwua były bardzo pozytywnym czasem. Byle takich więcej, Lenka. :d


A wczoraj z samego rana moja klasa wyciągnęła mnie na grilla za miasto. Więc siedzieliśmy kilka godzin w pełnym słońcu jedząc kiełbaski [non stop :p] i pijąc zimne piwo z sokiem. Było pozytywnie! :))


Jutro jade na domek na urodziny. Znam tam 3 osoby z kilkudziesięciu. Będzie spoko, nie? :d



Fotki z grilla:


Mój Brat. :> :*

Rogal, nadworny kucharz

Ania - jedna z 3 najlepszych kumpel z klasy.

Karolina - druga z 3 najlepszych kumpel z klasy.

Któregoś razu po pijaku ochrzciłam go Szymonem Piotrem z Galilei. I tak zostało. :)

Ja, w melanżowych okularach.

Rogal i szamanko. :)

Ja - Burak.


Ja i Brat w melanżowych odzieniach.

Ja i Brat w melanżowych odzieniach. [znów]

Trochę słabej jakości, bo robione telefonem. Ale źle nie jest. :) Have fun! :D
Komentuj (9)


Link :: 30.05.2005 :: 12:51
[42]

Uff, w końcu odespałam ten niezwykle długi i wypasiony weekend. :) I cóż mogę powiedzieć? Że było świetnie! Co prawda upalna doba trwająca od piątku 9 rano do soboty godziny 2 w nocy trochę mnie wyczerpała, ale przecież było warto. Zwłaszcza, że mogłam sobie odpocząć w męskich ramionach, być podrapaną po pleckach i pogłaskaną w kilku innych miłych miejscach. :D I zwłaszcza, że ja mogłam porobić z ów osobnikiem to, co lubię najbardziej, czyli połaskotać Go i śmiać się z Jego rekacji, a potem podrapać po karku i widzieć błogi uśmiech. :)


Pierwszej nocy [zaliczonej do tej długiej doby] nie spaliśmy w ogóle. Przegadliśmy długie godziny, a gdy już zmęczeni próbowaliśmy zasnąć, wtedy przeszkadzało nam kapanie wody z kranu, włączająca się lodówka, chrapanie ludzi upojonych alkoholem, które dochodziło z drugiego pokoju oraz kumpela co chwila wołająca nas na fajkę. A gdy to wszystko ucichło i któreś z nas zaypiało, wtedy drugie budziło je pytaniem: Śpisz? "Ehe, próbowałem/łam'.
A potem, o 4.30 rano zjedliśmy na śniadanie kanapki z pasztetem i ogórkiem. Wypiliśmy kawę, herbatę, porobiliśmy sobie zdjęcia, pobrechtaliśmy się ze śpiących w wymyślnych pozycjach ludzi. I po 5 wyszliśmy przed domek, skombinowaliśmy sobie boskie siedziska, przynieśliśmy boom box'a i chłonęliśmy pierwsze promienie ciepłego, porannego słońca w rytmach Wu Tang'u i Bass Medium Trinity. Koło 7 wszyscy zaczęli się powoli budzić i schodzić się do nas. Śmieszni byli. Tacy zaspani i skacowani. :) A my czuliśmy się świetnie. Ja i On, znaczy.


O 9 słońce grzało już tak mocno, że nie dało się wysiedzieć. Większość ludzi rozjechała się do domu, a ci najwytrwalsi [czytaj: my] zabraliśmy się do sprzątania działki, która wyglądała jak, delikatnie mówiąc, melina. A po tym zaszyliśmy się w chłodnym domku, w którym przewegetowaliśmy do wieczora śmiejąc się z rzyga na ścianie, którego nikt nie chciał sprzątać. Na szczęście był zasłonięty kanapą. Więc nam nie przeszkadzał.


Wieczorem, we czwórkę zabraliśmy się do rozpijania 0,7 Absolwenta, resztek Gorzkiej Żołądkowej i prawie ćwiartki [boskiego!] Balsamu Pomorskiego, który uchował się z piątkowej imprezy. Grillowaliśmy sobie przed domkiem, jedliśmy kiełbaski, piersi z kurczaka i popijaliśmy wódeczką. Mnie i Jego, niestety, szybko to zmęczyło i zachciało nam się spać. Jednak tyle nieprzespanych godzin dało się we znaki. Więc zaszyliśmy się w naszym namiocie i bardzo szybko przytuleni zasnęliśmy. Już nie było siły nawet na łaskotanie i nocne rozmowy..
Spało się bosko. Pod jednym śpiworem, blisko siebie, czując ciepło Jego [prawie nagiego. ;d] ciało.


Rano wstaliśmy, zjedliśmy na śniadanie zupki chińskie, bo nic już innego nie zostało, porzucaliśmy się lodem z zamrożonej wody mineralnej, roztopionym masłem i widelcami, a potem posprzątaliśmy i pożegnaliśmy się z działką. Na której spędziliśmy wypasiony weekend. :)


Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy. Kumpela już mnie zapraszała tam od środy. Zobaczymy. Ale Jego już nie będzie. Szkołę ma.



P.S. Niee, z tego nic nie będzie. ;] To był po prostu mile spędzony weekend. Prawie cały czas byliśmy razem. Gadaliśmy, wygłupialiśmy się, malowałam Mu gips na nodze kolorowymi flamastrami, jedliśmy razem śniadania, spędziliśmy miłe noce. Ale nic więcej. ;] Choć.. Pewnie mogłoby być fajnie.
P.P.S. On jest kumplem z klasy Pawła. To jeden z argumentów na 'nie'.
P.P.P.S. A propos Pawła. Ciągle mu nie przechodzi.. Cierpi już prawie trzeci miesiąc z miłości do mnie. Echhh. Przykro mi. Ale ja jestem szczęśliwa bez niego. I wiem, że dobrze zrobiłam. Nie żałuję.
P.P.P.P.S. Wakacje mam fajne. Wszystko na lajcie. Niczym się nie przejmuję, nie biorę niczego do serca. i mam nadzieję, że tak będzie nadal! :)) [byle się nie zakochać, byle się nie zakochać, heheh]
Komentuj (17)