w krzywym zwierciadle.
księga. || design by bezczelna;* and me.

2oo5 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2006 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2oo7 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11

!Olcia ;* !bezczelna ;* joe-black ;* Jadzix ;* milos ;* talla kochanica ostro-porypana nikea Efcia angie85 loui Natalia fenixx girl-in-blue Cryska nieufna dis turquoise || thx.
Link :: 14.05.2006 :: 10:41
[87]

Wyczekane, wytęsknione, wymarzone. Juwenalia 2oo6. Pierwszy raz w pełni MOJE święto, bo jestem pełnoprawną studentką. Dlatego z dumą szłam przez miasto, a potem miasteczko studenckie [Kortowo] w czerwonej [komunistycznej] koszulce mojego wydziału. A dookoła mnie było tysiące ludzi w tych samych koszulkach. Różniły się tylko kolorami.


Było świetnie, co tu dużo mówić.


Była jazda bryczką na paradzie wydziałów, wśród innych czerwonych, i wspólne darcie gęby, że to WNSiS jest najlepszy, nikt inny. Potem co prawda pod tymi kilkudziesięcioma osobami bryczka zaczęła się zarywać, ale to nic.
Było freestyle battle, gdzie Fazi odpadł w pół-finale, bo jury, to największy śmieć. I nawet nie pomogły nasze głośne gwizdy i wrzaski. Zbojkotwaliśmy imprezę masowym wyjściem.
Był wielki brecht na plaży z pijanymi dziewczynami. I dopingowanie facetów niewybrednym: 'zdejmij gacie!' oraz 'pokaż cycki!'. Posłuchali. Rozbierali się. Nie wiem nawet, kim byli.
Były też moje brzydale z klasy, wkurzający kaczor, zalotny miś, czerwone spodnie, zgubiony plecak i kurtka.
Były zapiekanki, litry, hekto-litry! piwa, sikanie w plenerze, nogi w pokrzywach, lejący deszcz, jazda na dupie z górki [po błocie], piwo w butach, mega-odciski na palcach i piętach, zdarte gardła, koncerty wśród kilku[dziesięciu] tysięcy ludzi, którym niestraszne zimno i lejący deszcz, Natręt, boski kapelutek, krawat i gwizdek, wypasiona 'domowka w kuchni', telefony z brakiem zasięgu, ciągłe gubienie się i szukanie, przebyte kilometry, melanże nad jeziorkiem, śpiewanie z Karoliną ulubionego i niezwykle adekwatnego do sytuacji: 'kortowiada, kortowiada. słońce świeci, deszcz nie pada!' w czasie, gdy lały się na nas strugi deszczu.
Było wszystko, o czym mogłam zamarzyć. Najlepsze Juwenalia ever.


Jak się bawi? Tak się bawi UWM!!!


Był też wyśniony w czwartek P. Wiadomo. Zawsze, jak mi się przyśni, to nagle, po wielu miesiącach braku kontaktu, pojawia się. Był. Wyprzytulał pierwszego dnia. Tak bardzo. Czule, prawdziwie. Najlepiej.
A drugiego dnia też się zjawił, nie wiem nawet, jak. I już był mój i tylko mój. Tak, jak kiedyś. Tak, jak zawsze. Najlepiej.

A ja znowu jestem w punkcie wyjścia. Bo o niczym innym nie mogę myśleć. On i On. Tylko. Czekam, aż się odezwie, aż zadzwoni, aż przyjdzie. Choć doskonale wiem, że to się nie stanie. Pewnie czeka mnie kilkumiesięczny odwyk od Niego. Tak, jak kiedyś. Tak, jak zawsze.


I tak bardzo chciałabym zrobić coś, by w końcu Go przy sobie zatrzymać. Dajcie mi jakąś magiczną receptę. Proszę.. Bo minęło tyle lat, tylu facetów się przewinęło, tyle rzeczy się stało, ja się bardzo zmieniłam, wydoroślałam, spoważniałam. A On ciągle tak samo na mnie działa. I choćbym bardzo zaprzeczała, nawet przed samą sobą. I tak się to nie zmieni. Bo wystarczyły te dwa dni, a tyle miesięcy 'powrotu do siebie' poszły na nic.


Wiem, że dam sobie radę. Znowu zepchnę te uczucie gdzieś głęboko do swojej podświadomości. I choćby to miało trwać miesiącami, to nie żałuję. Było warto. Dla tych kilku godzin, było warto.

Komentuj (10)


Link :: 25.05.2006 :: 17:26
[88]

Po uciechach czysto cielesnych, bo alkoholowych, przyszedł czas na uciechy dla ducha. Zwiedziłam więc muzea, zamki, parki, pałace, kościoły, katedry, cmentarze, tarasy widokowe. Zachwycałam się tym, bo uświadamiałam sobie, jak cenne i ważne rzeczy i miejsca właśnie oglądam. Byłam w Puławach, Kazimierzu Dolnym, Nałęczowie, Zamościu i, co było celem naszej wycieczki, we Lwowie. Było fantastycznie. Lwów jest piękny, robi niesamowite wrażenie, mimo tej wszechobecnej biedy. Jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Tak samo Zamość. Cudo. No i przeuroczy Kazimierz. Tak mi się marzy zabrać tego wymarzonego [wiadomo, kogo ;], pojechać tam na kilka dni i prze-romantycznie spędzić czas. Ale, nie dane mi to nigdy.



Nie wracam do normalności. Ciągle myślę. Ciągle tylko jedna myśl w mojej głowie. ON. Każdy sms, telefon, to przyspieszone bicie serca i rozczarowanie, bo na wyświetlaczu nie wyświetla się Jego imię.


Nie chcę wrócić do normalności. Nie chcę znowu udawać, że nie kocham, nie pragnę, nie marzę. Bo to się nigdy na dłuższy czas nie udaje.


Chcę Mu, jak na spowiedzi, powiedzieć wszystko. Od początku do końca. Chcę dać Nam szansę. Choć bardzo mało tutaj zależy ode mnie, bo wszystko jest w Jego rękach. To ja już nie chcę dłużej udawać, że nic nie czuję. Chcę, by wiedział. A, jeśli tego nie wykorzysta, wtedy ja będę wiedziała już, że zrobiłam wszystko, co mogłam. I może wtedy będzie mi łatwiej iść dalej.


Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Tak mi wczoraj ktoś powiedział. Dlatego ostatecznie się zdecydowałam. Bardzo dziękuję tym, którzy mi pomogli w podjęciu tej decyzji. Bez nich chyba bym się nie odważyła.. [co nie znaczy, że mają brać na siebie za to odpowiedzialność ;]
Komentuj (23)