Link :: 04.07.2005 :: 11:45
[52]
Pomaturalne picie było średnio udane. A już na pewno nie wracałam na czworaka. Wszyscy sią napili, wszyscy mieli fazę, świetnie się bawili w klubie, a mnie złapał zamuł. I nic mi się nie chciało. Wręcz wszystko działało mi na nerwy. Więc zawinęłam 2 facetów i wróciliśmy na piechotę do domu. Stwierdziłam po tym, iż muszę zrobić sobie kilka dni odpoczynku od alkoholu, bo to już robiło się niebezpieczne. Codziennie wóda. To już jak alkoholizm. ;P
W środę złożyłam dokumenty na studia. Socjologia oraz pedagogika - praca socjalna. Nie było zbyt dużych kolejek, więc napawam się głupią nadzieją, że może mam szansę się dostać, bo nie będzie wielu chętnych? Zobaczymy. A jak nie, to idę na prywatne, na komunikację medialną z reklamą. Też fajny kierunek. :) Aha. No i z Łodzi zrezygnowałam. 20 osób na miejsce, jak na razie, a jeszcze tydzień rejestracji. Nie dostanę się, po co wszystko niepotrzebnie przedłużać, denerwować się, wydawac pieniądze itd. Nie chcę tam jechać. I tyle.
Czwartek rozpoczął się przed 5 rano. Odebrałam bezczelną z dworca o 5.28, a potem do 9 rano już nawet nie opłacało nam się iść spać. Więc wypiłyśmy kawę, zjadłyśmy śniadanie, obejrzałyśmy zdjęcia w moich albumach i gadałyśmy, gadałyśmy. Na początku jeszcze poznawałyśmy się, a potem to już dałyśmy czadu. :D
Po 9 rano przyjechała po nas fura z osobistym szoferem [w postaci mojego Brata] i się zaczęło. :D Było pisanie podań na kolanie na schodach przed dziekanatem. Pierwszy w życiu numerek Agaty. Dzwonki na poczcie. Wypełnianie druczków. Wypełnianie wielu druczków, które zgniecione lądowały w koszu, by w końcu z wielkim uśmiechem tryumfu stwierdzić, że 'TEN JEST DOBRY!'. I awantury na całą pocztę, że 'Nic nie widać!!!' A potem był też śmiech ze zdjęcia Brata i pytanie ludzi stojących w kolejce, 'Komu pokemona?'. Szukanie wydziału Medycyny Weterynaryjnej, który okazał się potwornie śmierdzący i z latającymi muchami. :P Napotkanie na Katedrę Łowiectwa, Owczarstwa i Hodowli kóz. Oraz Katedry Hodowli trzody chlewnej. :D Była też głupiutka blondynka zjarana na solarium i ogromny brecht z niej. I fikuśny nygas w moim lo.
A wieczorem odwiedziłyśmy kino. "Madagaskar'. Świetny film. :D 'Wyginaj śmiało ciało, wyginaj śmiało ciało, wyginaj śmiało ciało. Dla mnie to - MAŁO!'. :D Zjadłyśmy popcorn, który powłaził nam w zęby, opiłyśmy się pepsi, a potem ruszyłyśmy na starówkę. Obeszłyśmy ją w kółko kilka razy, aż Agata straciła orientację i zatrzymałyśmy się w miłym pubie. Miałyśmy ochotę na burżujskiego drinka. Niestety, dałyśmy się zwieść romantycznie brzmiącej nazwie 'Bilet do nieba'. Ów drink się czymś, co przypominało obrzydliwy syrop na gardło. Był gęsty i okropny. I przypominał raczej piekło, niż niebo. Ale cóż. Blondynki zamówiły drinka składającego się z 3 rodzajów wódki, więc czego tu się spodziewać? :D Byłyśmy twarde, dałyśmy radę. Wypiłyśmy go, choć po każdym łyku wykręcało nam twarze. :D Za to na deser zamówiłyśmy piwo z gandzią - Canabia. Dobre było. :)
To był dzień pełen wrażeń, zaczął się bardzo wcześnie, więc już o 23 poległyśmy w łóżkach, by przespać 12 godzin [ja] i 15 godzin [Agata]. Nabrałyśmy sił na nowe akcje i w piątek śmiało ruszyłyśmy do boju. :D Załatwiłyśmy połówkę, spotkałyśmy jakąś sektę w autobusie, a potem Brat i Toshi zaprosili nas na picie pod chmurkę. Poszłyśmy. :D Było śmiesznie. Zwłaszcza, jak się zjaraliśmy. Byli jacyś Cyganie ze srebrnymi łańcuchami, którzy chcieli od nas odkupić jaranie. Była ściema, że nia mamy, a potem nabita fifka ruszyła w ruch. Zajarali, poszli. Potem były krzywe akcje za przystankiem. Ja się zbetoniłam. Jakiś koleś wymachiwał giwerą, a taksówkarz krzyczał: 'Nie strzelaj, nie sitrzelaj!'. [wg Agaty. :d bo ja tam tego nie byłam w stanie zobaczyć.] A potem zajebali nam taksówkę do domu, ktoś jarał na środku ulicy, a ja widziałam tylko kwiatki w doniczce. Na szczęście jakoś dotarłyśmy do domu, gdzie poszłyśmy spać, bo siły na nic więcej nie było. ;] [kobieto, dzięki Ci za tamto. wszystko. Ty wiesz. ;***]
W sobotę zerwałyśmy się z łóżek już koło 9, bo miałyśmy wiele miejsc do odwiedzenia. 'Dzień po' nie był tak ciężki, jak mogłoby się wydawać. [na szczęście] Pojechałyśmy na Starówkę. Wypowiadałyśmy życzenia pod magiczną Wysoką Bramą [spełniają się!], zachwycałyśmy się kameleonem w zoologicznym, kupiłyśmy sobie bluzki w Trollu, zostałyśmy kilkakrotnie zaczepione przez facetów, zrobiłyśmy zdjęcia na kolanach Mikołaja Kopernika, spotkałyśmy Siostrę, Pszczołę i Wiśnię. Potem zjadłyśmy obiad w Sphinxie, gdzie ciągle oglądali nas przystojni kelnerzy, dałyśmy duży napiwek i poszłyśmy posiedzieć w parku. A tam znowu jacyś dziwni ludzie. A w zasadzie brudne i obsmarkane dzieci, które nie chciały się od nas odczepić. Potem było jezioro, relaks i chupa-chupsy. I wódka w domu, która sprawiła, że o 1 w nocy postanowiłyśmy pojechać do miasta na disko. Kolejna flaszka pita z plastikowych kubeczków na przystanku, nocny autobus z obleśnymi ochroniarzami i nocny spacer przez najgorszą dzielnicę miasta, bo nam kazali wysiadać. A w klubie była Siostra i Pszczoła, tańce na parkiecie do Danzela 'Pump it up' [czy jak to się nazywa] i przy innych dyskotekowych szlagierach, robienie z siebie głupków, Jzf dający mi buzi, a potem gapiący się ciągle na mnie, Wu przed klubem [bezczelnie olany], śmiech taki, że prawie się posikałyśmy i powrót do domu po 3 nad ranem. A tam zwała, bo spać się chciało, niedobrze nam było od wódki, a o 5 miała być pobódka. Godzina snu i na dworzec. Buziak, pożegnanie, pomachanie na 'do widzenia'. I się skończyły dni z bezczelną Agatą. :(
Było fantastycznie. Grubo, zajebiście. I w ogóle, wszystko co najlepsze. Ja wiedziałam, że będzie odbrze, ale to, co było przerosło moje najśmielsze oczekiwania. I nawet nie przyjmuję do wiadomości, że to miałby być pierwszy i ostatni raz. Co to, to nie. :P Mam już zaproszenie i pamiętaj, że przyjadę. :) Pokażesz mi swoje miejsca i swoich ludzi. I to wszystko, o czym opowiadałaś. :)
Ona przyciąga czubków. Ja też. Więc możecie się tylko domyślać, ilu czubków spotkałyśmy, będąc we 2. Wielu, wielu. Aż nie sposób ich wszystkich spamiętać. :D Nie spodziewałam się nawet, że tacy ludzie mieszkają u mnie w mieście. :P
Po tych kilku dniach z Agatą wiem, że musimy się spotkać w większym gronie.MUSIMY. Będzie wypas! :d
Komentuj (11)
Link :: 06.07.2005 :: 13:33
[53]
Wczoraj dowiedziałam się, że na UWM na socjologię jest 17 osób na miejsce, a na pedagogikę ponad 8. Powoli więc porzucam nadzieję, że się dostanę. :P Ale spoko, nie ma załamka. Zawsze zostają mi studia prywatne. :) Więc źle nie będzie. Byle do poniedziałku, wtedy wszystkiego się dowiem. I albo zostanę studentką UWM, albo będę starać się dalej na TWP [prywatnie]. A jak i to nie wypali, to pójdę pracować do supermarketu na mięsny. I też nie będzie tragedii. :d [aha, na razie tak mówię. ;d zobaczymy, jak przyjdzie co do czego. wtedy tydzień przepłakany. i skakanie z mostu. ;P] Ale już wiem jedno. Co by nie było, będzie dobrze! :d Musi być. Innej opcji nie ma przecież. :)
A w środę o 10.30 jestem umówiona na robienie TEGO, o czym myślałam od lat kilku, a tak na poważnie byłam gotowa to zrobić od 18tki mojej. Ale zdecydowany sprzeciw mojej mamy mnie przez tyle czasu odwodził od tego zamiaru. Jednak jakiś czas temu obiecałam sobie, że jak zajebiście zdam maturę, zrobię TO. Zdałam zajebiście. Więc w środę o 10.30 rano zawitam do Studia Tatuażu i Piercingu 'Lew' w Olsztynie, by zrobić [w końcu!!] upragniony tattoo. :dd Wzór miał być
taki, ale stanęło na troszkę
innym. [foto kiepskie, robione telefonem.]. Podoba mi się bardzo. :D Więc za 7 dni takie oto cacko będzie zdobiło mój kręgosłup. I wypas. :d Trochę mam już stracha przed bólem, bo bezczelna [;*] mnie uświadomiła, że boli bardzo. Nawet obrazowo przedstawiła mi to uczucie. Uff. Będzie ciężko. Ale dam radę! :D
Komentuj (16)
Link :: 11.07.2005 :: 18:51
[54]
Ja tylko na sekundę. Padam ze zmęczenia po 13 godzinach podróży do Wawy, zwiedzenia całej Arkadii, wydania kupy pieniędzy i powrocie. :D W każdym razie chciałam się poichwalić, że UWM pragnie mnie na 2 kierunkach. Zarówno na pedagogice, jak i na socjologii. Mam mały dylemat, ale chyba pójde na pedagogikę - pracę socjalną. A potem mama załatwi mi ciepłą posadkę u siebie w pracy. ;) Bo jakoś tak po socjologii perspektyw jest mało. Zwłaszcza w Olsztynie.
Jestem mega szczęśliwa. Mój wielki, życiowy sukces. :) Jutro idę na dicho, wyszaleć się. Bo chcę! :D
A mama dzisiaj obroniła pracę magisterską. Na 5. :D Tata jest dumny ze swoich KOBIET! :D
Komentuj (10)
Link :: 13.07.2005 :: 21:01
[55]
Uff. No to jestem tutaj i piszę tę notkę, a moje plecy zdobi piękny
SMOK. [foto kiepskie, wiem. ale chwilowo nie dysponuję cyfrówką - pojechała z rodzicami na wakacje. ;]] Jestem z niego bardzo, bardzo dumna. Bo jest śliczny. Jak malowany, hehe. :d Ciągle podciągam koszulkę do góry, staję przed lustrem i oglądam go z każdej strony. Przeżywam, bo jest co przeżywać. Czekałam na to tak długo i w końcu mam. :) Mam! :D:D
Czy bolało?
Początkowo, czułam coś, co bardziej przypominało łaskotanie, niż ból. Potem, im niżej, tym bardziej bolało, ale dało się to znieść bez większych problemów. Za to sam dół, to była masakra. Wbijałam sobie paznokcie w ramię, by jakoś to znieść. I tylko kilka razy do Brata wymskneło mi się ciche: Ała, bolii. Ale to też zniosłam. Po 40 minutach było po sprawie. :) Dostałam więc instrukcje, jak się z nim obchodzić, jak dbać, co robić, a czego nie i przykazanie, by przyjść za tydzień na kontrolę. I jest super. O.
A Lena [:*:*:*] była zachwycona! Ahh. :)
Komentuj (16)
Link :: 15.07.2005 :: 14:40
[56]
Trzeci dzień ze
SMOCZYSKIEM na plecach. :d Dbam o niego, jak mogę. Smaruję wazeliną ciągle, a wtedy nie boli. Bo jak wazelina się wytrze, a ja go dotknę, to ajj, piecze. Ale jest to zupełnie do zniesienia. Warto trochę pocierpieć. Zresztą, nie jest to wcale uciążliwe. :) Takie tam, jak lekkie obtarcie skóry. Ponadto przemywam wodą z mydłem, nie kąpię się, tylko biorę ciepły prysznic i jak jestem w domu, chodzę w podciągniętej koszulce i opuszczonych majtkach, by nie obcierało. I jest gites. W spaniu też mi nie przeszkadza. Po pierwszej nocy tylko został na prześcieradle odciśnięty kształt ogona i kawałka skrzydeł. :P Barwnik był śieży, wzór natłuszczony, to się odbiło. Dzine to trochę, bo ja zawsze byłam przekonana, że nie śpię na plecach. Ale teraz mam naoczny dowód, że się myliłam. :d No i ciągle podziwiam moje cudo w lustrze. I się nim podniecam. Niestety, ale to jeszcze trochę potrwa. Póki się nim na dobre nie nacieszę i nie nazachwycam. ;d Ale nie zanosi się na to w najbliższym czasie.
Weekend się zaczyna, więc pakuję plecak i jadę nad jezioro na domek. Boski domek, z boskim klimatem. I boskim towarzystwem. Siostra, Pszczoła, Wiśnia i Robercik. Czwarte wakacje z rzędu w tym samym składzie. Będzie dobrze. :) Co prawda alkoholu pić nie mogę, ale z nimi jest wypas i bez procentów. :)
Także wracam w niedzielę. Do usłyszenia. Ahoj!
Komentuj (11)
Link :: 20.07.2005 :: 20:02
[57]
Wróciłam z weekendowego wyjazdu z gigantycznym migdałem, bólem gardła, niemożnością otwierania ust szerzej, niż 2 cm. Nie pytajcie, co się stało, bo sama nie wiem. Ludzie tam mieli ze mnie brecht, bo spałam z moim Bratem na łóżku ochrzczonym 'jebadełkiem', a tutaj rano ust nie mogę otwierać. Wniosek nasunął się jeden. Zboczony wniosek. Ale nie, nic z tego. My tylko przykryliśmy się jednym śpiworkiem, przegadaliśmy pół nocy, a potem odwróciliśmy się do siebie tyłkami i zasnęliśmy. Jak na każdym wyjeździe.
Wróciłam z weekendowego wyjazdu z całą masą pozytywnych wspomnień. Taniec na stole. Mokre koszulki. Głośna muzyka. My trzy. Ja, Sister i Pszczółka.
Był też wspólny obiad przy stole nakrytym obrusem w zieloną kratkę i goździkami w wazoniku. Były godziny gry w karty. Godziny przegadane na tematy poważne i te znaczne mniej. Godziny śmiechów, chichów, żartów i radości.
Były przytulania z Wiśnią. Rozmowy z Robertem o życiu. Wspólne leżenie na kocu na molo i oglądanie gwiazd na cudownie czarnym niebie.
Były nasze ulubione brechty z Pszczółką, długie spacery, rozmowy o seksie w kobiecym gronie.
Było oblewanie Brata 3 miskami wody z totalnego zaskoczenia. Z wysokości. A potem chowanie się w szafie, by nikt nas nie znalazł.
Było.. Ahh. Było wspaniale. Magicznie. Kocham tych ludzi. Kocham Moją Siostrę, Pszczółkę, Wisienkę i Roberta. Kocham kolejne z rzędu wakacje z nimi. Bo to już czwwarty rok razem. Zawsze nasza piątka. A inni się wykruszają. Ale to nic. My jesteśmy stałym punktem. I zawsze jest cudownie. Tak po prostu. :)
[coraz bardziej uświadamiam sobie, że mam wokoło fantastycznych ludzi.. takich prawdziwych. szczerych. godnych zaufania. wesołych. uśmiechniętych. niezmiennie. oni. uwielbiam.]
Komentuj (14)