w krzywym zwierciadle.
księga. || design by bezczelna;* and me.

2oo5 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2006 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11 || 12 || 2oo7 1 || 2 || 3 || 4 || 5 || 6 || 7 || 8 || 9 || 10 || 11

!Olcia ;* !bezczelna ;* joe-black ;* Jadzix ;* milos ;* talla kochanica ostro-porypana nikea Efcia angie85 loui Natalia fenixx girl-in-blue Cryska nieufna dis turquoise || thx.
Link :: 02.09.2005 :: 20:47
[64]

Jutro rano wyruszam w podróż. Najpierw zatrzymuję się gdzieś, gdzie spotkam Kogoś, Kto czaruje mnie dźwiękami, słowami, smsami i wszystkim, czym tylko się da. Oprócz kontaktu wzrokowego, bliskości, bycia obok siebie. W sensie fizycznym. Oprócz tego, daje mi wszystko inne. Choć, znamy się tak krótko. Ale.. Wierzycie w przeznaczenie? Swojego rodzaju przyciąganie? Intuicję? Bratnie dusze? Ja wierzę. I, choć to może niepojęte, w necie takie coś też jest możliwe. Nie raz się o tym przekonałam. Dlatego jadę jutro tam, by przez malutką i krótką dobę chłonąć wszystkie słowa, gesty, uśmiechy. By to zapamiętać i zachować w sobie, a potem przypominać sobie w potrzebnych momentach. :) Będzie bosko! :)


Potem ruszam jeszcze dalej na południe, by spędzić dni kilka z Agatką [:*]. Będziemy robić wszystko, co najlepsze. Pić, palić, śmiać się, gadać, robić zakupy, zwiedzać fajne miejsca. Ona pokaże mi swoje miasto i okolice. Pozna ze swoimi ludźmi. A ja będę się cieszyć, że mogę być z nią. :) Mam też nadzieję na spotkanie z angie oraz nikeą. Chcieć, to móc. Także, uda się, na pewno! :)



Wrócę stamtąd z uśmiechem, pozytywną energią, milionem wspomnień i wiarą w to, że są ludzie prawdziwi, wspaniali, godni zaufania. Bo są, to pewne. Oni sa tego niezbitym dowodem. :)
Komentuj (11)


Link :: 11.09.2005 :: 17:20
[65]

Dwupiętrowy dom pełen ludzi, hałasu, rozmów, krzyku, wrzasków, śmiechów zamieniłam na dwupokojowe mieszkanie, w którym nikt na mnie nie czekał, a jedynymi odgłosami jest włączony telewizor, muzyka i mój głośny kaszel. Wróciłam okropnie chora, obolała i taka jakaś wypluta. Fizycznie. Bo w głębi siebie cały czas cieszę się do swoich wspomnień. Do minionego tygodnia.
U Agaty było świetnie. I jeśli ktoś pomyślałby, że mogło być nudno, bo nie uskuteczniałyśmy szalonych imprez do białego rana, a alkohol wcale nie lał się litrami, to byłby on w błędzie. Bo robiłyśmy masę innych rzeczy.
Jeździłyśmy autobusami tam, gdzie wcale nie chciałyśmy dojechać. Spędzałyśmy wieczory z Chodzącym Betonem, choć wcale nie chciałyśmy ich z nim spędzać. Jadłyśmy kebaby, choć trzeba było na nie tak strasznie długo czekać. Oglądałyśmy w kinie horror, który wcale nie był straszny. Spotykałyśmy czubków, których wcale nie chciałyśmy spotykać. Oglądałyśmy figurki w muzeum, które cholernie nas śmieszyły, a z założenia powinny wzbudzać nieco inne odczucia.


Oprócz tego łapałyśmy koniki polne, kupiłyśmy sobie piękne kolczyki, zapewniłyśmy dwum mieszkańcom krajów Trzeciego Świata zapas wody na miesiąc, jadłyśmy niezdrowe żarcie, oglądałyśmy filmy, śmiałyśmy się ze strusi, przejechałyśmy setki kilometrów, znalazłyśmy stancję, zastanawiałyśmy się, która gwiazda na niebie jest Gwiazdą Polarną, szukałyśmy w sklepach [wyimaginowanego] swetra z łosiem, oglądałyśmy freski ufundowane przez Jagiełłę w kaplicy w Lublinie, zastanawiałyśmy się nad okrucieństwem świata i ludzi zarówno kilkadziesąt lat temu [byłyśmy na Majdanku], jak i obecnie [w czasie oglądania 'American History X']. I robiłyśmy jeszcze setki milionów rzeczy, o których nie dowie się nikt, poza nami. Bo tam trzeba było być. Po prostu. I każdy, kto nie był, niech żałuje. Bo jesteśmy fajne. I warto Nas znać!


[Bejbe, to jeszcze nie koniec, prawda? :) Dzięki Ci za wszystko. Ty wiesz, jak mi było u Ciebie dobrze i najchętniej jeszcze długo siedziałabym z Tobą w naszym burdeliku małym. :D]



A w Warszawie było świetnie. Tak, jak być miało. Cieszę się, że mogłam tam być akuratą z tą Osobą. Że mogłam z Nią rozmawiać, śmiać się, słuchać Jej, pić obrzydliwą kawę w McDonaldzie na Dworcu Centralnym oraz wielkie dolewki w Pizzy Hut na Starówce. Cieszę się. Choć to trwało tylko dobę, to i tak mam wiele wspomnień. Pozytywnych.






A teraz wracam ze świata magicznego do rzeczywistego. Tego szarego.. Staram się go choć trochę pokolorować kolorowymi cieniami do powiek i opaskami we włosach. Po części mi się to udaje. To pewne. Jest mi dobrze. I nawet to, co z założenia pozytywne nie jest, bo mogłoby przywoływać złe wspomnienia i negatywne emocje, nie psuje mi humoru. Zamykam pewne rozdziały mego życia. Oraz przekonuję się, że inne zostały definitywnie zamknięte. Nic tego już nie zmieni. I widzę tylko, że jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłabym tak do tego podejść. Teraz jest we mnie stanowczość i zdecydowanie. Wczoraj Lena powiedziała mi, że mam 'wyjebane na wszystkich i wszystko'. Nie, to chyba nie tak. To na pewno nie tak! Po prostu nie rozczulam się już nad sobą, życiem, nad innymi. Bo to nie na tym polega. Życie nie jest łatwe, nic nie przychodzi samo z siebie. Na wszystko trzeba sobie zapracować. A ja już nie mam zamiaru niczego nikomu ułatwiać. Nie dam się wykorzystywać, bo mi się to znudziło. Jeśli się czegoś chce, trzeba się o to postarać. Trzeba się też postarać o mnie. I w dupie mam to, jak brzmi te ostatnie zdanie. Nie będę się z niego nikomu tłumaczyć. Najważniejsze, że ja wiem, o co chodzi. Znam swoją wartość. Wartość moich uczuć, emocji, czasu. A w moim życiu nie ma miejsca dla ludzi, którzy tego nie rozumieją. Tylko tyle.




Ludzie popełniają błędy. Nikt przecież nie jest nieomylny. Jednak najważniejsze, to je zrozumieć, postarać się naprawić i uczyć się na nich.


Każdy zasługuje na drugą szansę. Jeśli tylko tego chce.
Potrafię wybaczyć, zapomnieć, choć wcale nie jest to łatwe. Wystarczy mi jedno. Muszę tylko uwierzyć, że druga strona tego chce. A wcale nie jest trudno mnie przekonać. Wbrew pozorom, ciągle zachowałam wiarę w ludzi. I wrażliwość. Czasami zakryte są maską obojętności, sarkazmu, ironii. To tylko maska. Tak naprawdę mało kto to rozumie. Czy mi z tym źle? Nie, chyba nie.




Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze pamięta Szymona. Sprzed półtora roku. Zniknął z mojego życia. Teraz pojawił się znowu. Bo tego chce. A ja nie oczekuję, a wręcz nie chcę [!] żadnych obietnic, ani pięknych słów. Powoli się przekonuję, powoli zaczynam wierzyć. Jest we mnie jeszcze dystans, czujność, ostrożność. Tak na wszelki wypadek.
Komentuj (13)


Link :: 17.09.2005 :: 14:12
[66]

Perspektywa prawie 5 miesięcy wakacji jeszcze w kwietniu sprawiała, że miałam ogromny uśmiech na twarzy. Zapowiadało się bosko. Tyle czasu wolnego: imprezy, wyjazdy, zabawa, alkohol i wszystko, co najlepsze. W dużej części tak było. Imprez było sporo. Wszelkiego rodzaju domówek, imprez na mieście, wyjazdów. Bawiłam się na nich świetnie. Wypiłam więcej alkoholu, niż przez całe życie łącznie. Odwiedziłam wiele miejsc i wiele osób. W tym te najważniejsze dla mnie. Poznałam Agatę, Olcię, Joe i Tallę. Po raz kolejny spotkałam się z milos. Byłam w Łodzi, Warszawie, Lublinie, na Śląsku. Na kilku domkach nad jeziorami. Zwiedziłam kawał Polski. Wydałam ogromne pieniądze. Mam milion wspomnień.


Właśnie. Pieniądze się skończyły. Byłam wszędzie, gdzie być miałam. Teraz pozostało mi już jedynie siedzenie w domu, zamulanie i odliczanie dni do początku studiów. Wiem, to chore. Powinnam się cieszyć, korzystać z ostatnich tygodni na maksa. Ale ja już nawet nie mam pomysłów. Nie chce mi się iść do miasta, gnieść się w dusznym klubie. Wódki może bym się napiła. Na jakiejś domówce. Ale wakacje się skończyły, rodzice nigdzie nie wyjeżdżają, wolnych chat brak. Poza tym, wszyscy pracują, ewentualnie odkładają pieniądze na stancje, studia, wyjazd. Albo się pozakochiwali i świata nie widzą poza swymi Lubymi.


Tylko ja zostałam sama, bez pracy, bez perspektywy wyjazdu. Inni czują, że żyją. A ja czuję się, jakbym niedługo miała umierać. Jakby pozostał mi jedynie telewizor, kanapa, ciepłe kapcie i herbata, którą i tak nieługo zamienię na wódkę, by zapić smutki i samotność. Mam stanowczo za dużo wolnego czasu. Czytanie książek, słuchanie muzyki, sprzątanie i gotowanie już mi nie wystarcza. Teraz myślę. Też stanowczo za dużo. Dochodzę do mało pozytywnych wniosków, co nastraja mnie w sposób wiadomy. I nie pomógł nawet fryzjer, ani nowe buty. Świat, to nie tylko takie przyziemne sprawy. Ja potrzebuję ludzi i wyjścia z domu w końcu, bo mnie cholera strzela w tych czterech ścianach. I czuję, że dopada mnie deprecha jakaś. Na jesienną, to jeszcze za wcześnie chyba. To raczej deprecha spowodowana nicnierobieniem. Ale pocieszam się, że niedługo nastąpi zmiana tego stanu. A wtedy będę tęsknić za wakacjami. Ot, taki już jest ten mój świat.



Złożyłam cv i listy motywacyjne. Chcę pracować. Z pierwszego miesca mieli się odezwać do końca tygodnia. Nie odezwali. Z drugiego w ciągu dwóch. Czekam. Ale bez nadziei. Wiem, że wielu jest chętnych, nie spodziewam się cudów. Może potem będą jeszcze kogoś szukać? Zobaczymy.


[a dzisiaj na śniadanie jadłam jajecznicę ze strusiego jaja. czy ktokolwiek z Wa smoże się pochwalić takich doświadczeniem? :P Ciebie, Agata, nie pytam! aha, jestem fajna.]




DOPISANO 18.o9.2oo5 o 15.oo
Uwielbiam Cię. Byłem głupi.


Mów mi jeszcze! :)
Komentuj (18)


Link :: 28.09.2005 :: 21:07
[67]

Moja przyszłość nabiera coraz wyraźniejszych barw. Widzę ją w swojej wyobraźni i staje się coraz bardziej realna.. Gdy zamykam oczy, widzę.. Siebie za 50 lat.. Mały domek w jakiejś miłej okolicy. Dookoła roześmiane dzieci sąsiadów. A ja uśmiechnięta i radosna, z siwymi włosami i zmarszczkami na twarzy, siedzę na werandzie i robię na drutach. Z każdą minutą moje dzieło nabiera kształtów przypominających sweterek. Mały sweterek w kolorowe paski. Innym razem jest to równie kolorowa czapeczka z pomponem lub malutkie, wełniane skarpetki. Gdy ubranka są już skończone, biorę je do rąk, podnoszę do góry i podziwiam swoje dzieło. A potem wołam: 'Perełko, kochanie, chodź do mamusi. Przymierzymy sweterek!'. Moim oczom ukazuje się spasiony kocur, którego biorę na kolana i zadowolona zakładam mu sweter na grzbiet, a następnie zachwycam się, jak to cudownie wygląda. Nagle widzę, że pojawiły się przy moich nogach również Śnieżynka, Łapka, Łatka, Urwisek, Mruczek, Filemonek, Pimpuszek, Misiaczek, które upominają się o swoje nowe wdzianka. Głaszczę każdego z osobna, drapię za uszami i zapewniam, że dla nich też niedługo będę miała prezenty. Bo kocham je wszystkie jednakowo i o żadnym na pewno nie zapomnę. Uspokojone koty znikają z moich oczu. Wiem, że poszły się wylegiwać na kanapie. A ja biorę nowe kłębki wełny i zaczynam z błogim uśmiechem na mej zmęczonej twarzy i nieobecnym spojrzeniem spełniać obietnicę daną moim podopiecznym..



Tak, będę starą, kocią wariatką. Będę miała ich całe stado. Tak dużo, aż w końcu nie będę miała pomysłów na ich imiona. Będę śmierdziała kocim moczem i nikt nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Sąsiedzi będą straszyć mną swoje dzieci. 'Jak będziesz niegrzeczny, to Kocia Wariatka cię zabierze do swojego domu!'. Będzie ze mną tylko jedna osoba. Druga Kocia Wariatka. Razem będziemy tworzyć te czapeczki z pomponami i snuć opowieści o tym, jak mogło potoczyć się nasze życie. Ale się nie potoczyło..




Spytasz, skąd taka ponura wizja? Powiem Ci, że spotkałam już Miłość Mojego Życia. Był moim całym światem. Ja nie byłam dla Niego nikim ważnym.. Za to byłam całym światem dla Kogoś, Kto pokochał mnie najbardziej na świecie. To przykre, bo ja nie potrafiłam pokochać jego. Życie to dziwka. Lubi płatać nam figle, a potem bezczelnie śmiać nam się w twarz.


Powiesz, że jestem jeszcze młoda. Wszystko przede mną, nic straconego. Ale ja nie wyobrażam sobie, bym mogła jeszcze kogokolwiek tak pokochać, jak pokochałam Jego.. Nie wyobrażam sobie też, by ktoś mógł mnie tak pokochać, jak Tamten. A mijający czas tylko mnie w tym utwierdza. Niestety? Nie wiem. Może.. Ale to nic. Ja wcale nie oczekuję Twojego pocieszenia. Jestem z tym już pogodzona.
Komentuj (14)